Jeśli zamierzasz wykorzystać publicznie jakiekolwiek informacje lub materiały z tej strony - zapytaj o zgodę

Wywiad "Playboya": Kazik

Kamil Sipowicz

Playboy 1997 (numer 08.97)


Jedni widzą w nim rockowego rzecznika pokolenia epoki postkomunistycznej. Dla innych jest po prostu zdolnym muzykiem, który w swojej twórczości potrafi łamać wszelkie bariery i konwencje. Są jednak i tacy, którzy postrzegają go jako obrazoburczego skandalistę, starającego się „nie wypaść z obiegu”. Kazik Staszewski – rockman, raper, kompozytor i autor tekstów w jednej osobie. Zjawisko, wobec którego trudno zachować obojętność.


Swoją pierwszą grupę Kazik założył wcześnie, bo w wieku lat piętnastu. W jakiś czas potem zespól Poland przeistoczył się w znany wszystkim Kult. Grę w rockowej kapeli Kazik łączył ze studiami socjologicznymi na Uniwersytecie Warszawskim. Studiował wytrwałe, bo aż dziewięć lat. W międzyczasie Kult stał się prawdziwie kultowy, a jego liderom zaczęło być przyciasno w jednym mundurku. Postanowił przywdziać parę innych, czego efektem stały się trzy solowe płyty, zespól Kazik Na Żywo oraz nagrania z muzykami jassowymi. Niezwykłym wydarzeniem stało się nagranie przez niego dwóch płyt z piosenkami ojca, Stanisława Staszewskiego. Do współpracy przy drugiej z nich udało mu się namówić samą Violettę Villas. Efektem tej rzadko spotykanej w świecie muzycznym aktywności stała się ogromna popularność Kazika. „Jestem muzykiem folklorystycznym” – mówi o sobie lider Kultu. Nie bez słuszności bywa nazywany rockowym felietonistą. Jego twórczości nie sposób zrozumieć bez odniesień do punkrockowej eksplozji z końca lat siedemdziesiątych, kiedy kapele w rodzaju Sex Pistols czy Buzzcocks przy pomocy prostych kawałków pracowicie burzyły wszelkiego rodzaju kanony – tak muzyczne, jak i społeczne. Kazikowi pozostała z tamtych czasów fascynacja piosenkami-komentarzami, w tworzeniu których osiągnął prawdziwe mistrzostwo.


Kazik nie tyle atakuje, co opisuje. Nie poucza, a raczej zmusza do zastanowienia. Jego teksty są bardzo bezpośrednie, wręcz porażają szczerością. I przysparzają mu kłopotów. Za teledysk do słów „wszyscy artyści to prostytutki”, w którym zamieścił migawki z dawnych pochodów pierwszomajowych, obraziło się na niego kilku znanych aktorów. Słynne „Wałęsa dawaj moje sto milionów” ściągnęło na niego gromy z ust ówczesnego prezydenta. Za piosenkę „Łysy jedzie do Moskwy” atakowała go lewica. Kiedy zaś zaśpiewał utwór „Jeszcze Polska...” ZChN-owski senator Jan Szafraniec złożył w prokuraturze doniesienie o sprofanowaniu hymnu narodowego.


Polityka jest w twórczości Kazika wszechobecna, choć on sarn nie przyznaje się do wyraźnych sympatii politycznych. Na wyborach był raz w życiu i nie sądzi, by wziął w nich jeszcze kiedykolwiek udział. „Wszyscy politycy to jedna banda” – mówi bez ogródek. Trzeba przyznać, że konsekwencja w ocenie polskiej rzeczywistości odpowiada ostrości jego poglądów. „Komuniści mieli policję, kapitaliści mają pieniądze” – powiada, krytykując „konsumpcyjne” podejście do życia.


Kazik stara się być artystą prawdziwie niezależnym. Dwukrotnie nie odebrał „Fryderyka”, tłumacząc się zastrzeżeniami wobec polskiej branży muzycznej. Kiedy ktoś próbuje zaszufladkować go jako rapera, natychmiast dowodzi, że nie jest „ani czarny, ani mniejszość”. Lider Kultu nie ma zamiaru być również niczyim głosem sumienia. „Nie jestem żadnym przewodnikiem i nie chcę nim być, bo sam czuję się zagubiony w rzeczywistości końca dwudziestego wieku” – odpowiada tym. którzy widzą w nim pokoleniowego barda lat dziewięćdziesiątych.


Wśród swoich fascynacji muzycznych Kazik na pierwszym miejscu wymienia rap, najszybciej – jego zdaniem – rozwijający się kierunek w muzyce. Za jeden z najlepszych utworów w historii rocka uważa „Dziewczynę o perłowych włosach” węgierskiej Omegi. Lubi też Beatlesów i niektóre kapele hevymetalowe. Muzyka jest dla niego jak klocki. Efekt, czyli to, jak je ułoży, zależy od wrażliwości i pomysłowości twórcy.


Kazik Staszewski często powtarza, że jest wielkim szczęściarzem. Ma kochającą żonę Annę i dwóch synów, a poza tym -wykonuje zawód, który jest jednocześnie jego wielką pasją. Choć wielokrotnie mówi, że nie lubi udzielać wywiadów, na propozycję rozmowy z naszym wysłannikiem Kamilem Sipowiczem przystał bardzo chętnie. Efekty długiej i pasjonującej rozmowy z jednym z najciekawszych polskich twórców rockowych przedstawiamy poniżej.


Playboy: Spotkałem się ostatnio z opinią, że tylko ty solo, Kult oraz Maanam ostaliście się jako jedyni artyści rockowi z lat 80. Przy czym Maanam ociera się o pop, ty natomiast zostałeś, przynajmniej z ducha, punkowcem. Mimo że czasy są nowe, nadal jesteś przeciwko. Kiedyś ostrze polskiego punku było skierowane w komunizm, a teraz?


Kazik: Nie poczuwam się do bycia kimś, czyja twórczość narodziła się z opozycji do komunizmu. Eksplozja punkowa rozpoczęła się wraz ze schyłkiem tego systemu. Myślenie ówczesnych załóg punkowych było wymierzone przeciwko systemowi w ogóle. System jest jeden, tylko w różnych miejscach lansuje różne idee. Jedynie różnymi metodami do tych celów dąży.


Playboy: Czy jest możliwe, żebyś przestał się buntować? W twoich tekstach pojawia się zawsze wielkie NIE. Przecież jest niemożliwe by istniało idealne społeczeństwo - kraina Utopii.


Od dawna wiem, że nigdy nie będzie idealnego społeczeństwa. W moich piosenkach nie ma już tego pierwiastka buntu, co kiedyś. Nie wiem, gdzie się go wszyscy doszukują. Dostrzeganie negatywnych rzeczy nie musi się sprowadzać do buntu. Bunt może być krokiem następnym, ale niekoniecznie trzeba go wykonać. Zdaję sobie sprawę, że systemy i mechanizmy działania społeczeństw są na przestrzeni wieków tak zastałe, że bunt kogokolwiek z nas nie może nic nowego wnieść. Buntownik zostanie albo wyizolowany, albo zlikwidowany, albo wchłonięty przez system.


Playboy: Jesteś pesymistą?


Potrzebuję pierwiastka, który w tej sytuacji pomógłby mi nie zwariować. Ratuję się wiarą w rzeczy spoza tego świata. Wierzę, że Słowo Boże jest Słowem Bożym. W dużym stopniu jestem kształtowany przez studium ze świadkami Jehowy. Uważam, że obecnie świat znajduje się we władzy szatana. I w tym nieprzyjaznym środowisku każdy musi znaleźć swoje miejsce. System babiloński jest odseparowany od Boga. Wydaje mi się, że ja wiem, jak się w tym wszystkim znaleźć, ale jest to recepta tylko dla mnie, Każdy musi szukać szczęścia, harmonii, drogi na własną rękę. Dla siebie i tylko dla siebie.


Playboy: Na twoich płytach często pojawia się ten hiobowo-apokaliptyczny ton...


Bo w to wierzę. Wierzę, że jest tak, a nie inaczej. Najbardziej precyzyjnym skanalizowaniem moich myśli jest to, co wyśpiewuję. Poza taką dialektyką negatywną, jak to nazywam, innej drogi i recepty nie ma.


Playboy: Opowiadasz historie, z których ktoś, jeśli chce, może coś dla siebie wziąć. Raperzy na ogół wciskają na chama swoje poglądy. Ty tego nie robisz.


Nie mogę nikomu nic na chama wciskać, bo jestem tak samo zagubiony jak mój słuchacz.


Playboy: W twojej twórczości nie ma charakterystycznej dla wielu wierzących demagogii...


To też jest kwestia mojego dojrzewania. Kilka lat temu byłem bardziej ortodoksyjny. Choć świadkowie Jehowy są moim zdaniem najbliżej Słowa Bożego, to jednak nie jestem członkiem ich wspólnoty.


Playboy: Z Kościołem katolickim też się nie identyfikujesz. Czy można cię nazwać chrześcijaninem nie zrzeszonym?


Uważam Kościół katolicki nie za wyznanie, lecz za zbiurokratyzowana strukturę polityczną.


Najlepszym testem na wiarygodność wyznań jest sprawdzian, który ustalił sam Jezus - poznajcie po owocach. Owoce działalności Kościoła katolickiego zarówno w skali makrospołecznej, czyli wojny i nawracanie całych narodów, jak i w skali jednostki nie są najlepsze. Wiem, co się działo, gdy nie chciałem ochrzcić dzieci - również taka mała wojna. Możemy to sobie wyobrazić w nieco większej skali. Moja postawa odrzucająca Kościół katolicki wynika z wiary w Boga. Mimo że mam maturę z religii, nigdy w czasie mszy nie odczuwałem żadnych metafizycznych przeżyć, raczej była to męczarnia.


Playboy: Czy nawiązałeś bezpośredni stosunek z Bogiem?


Nie. Odwołuję się raczej do jakiejś siły transcendentalnej. Nie lubię, gdy umieszcza się mnie w antyreligijnym nurcie artystów, a miało to miejsce. Ja po prostu nie utożsamiam Boga z Kościołem. To że Bóg jest przez ludzi odrzucany, jest moim zdaniem "zasługą" Kościoła, który potrafi zohydzić religię.


Playboy: Jako przeciwnik szatana, a jednocześnie muzyk rockowy, musisz się w tym zadiablonym świecie jakoś odnajdywać. Nawet udzielając wywiadu Playboyowi musisz się otrzeć o szatana. Jak to godzisz?


Nie da się tego oczywiście uniknąć. Żyję przecież u schyłku dwudziestego wieku. Muszę utrzymać rodzinę. Robiąc muzykę i śpiewając swoje piosenki czuję się osobą nieprawdopodobnie szczęśliwą. Jest to prawdziwe spełnienie i kanalizacja mojej energii. Jest to coś, co najbardziej kocham. Jednak robiąc to, co kocham, muszę kontaktować się z mediami, gdyż tego się ode mnie wymaga. Nie lubię tego robić, lecz robię.


Playboy: Czy posuwasz się dalej, tzn. robisz wszystko, czego dzisiaj wymaga showbusiness? Sponsorzy, umowy, logo, cała ta potworna machina towarzysząca muzyce?


Nie. Wynika to z moich punkowych korzeni. Z tego wszystkiego co przeszedłem.


Playboy: Punkowcy byli jednak różni. Billy Idol też był punkowcem, a dzisiaj jest gwiazdą popu.


Ja jestem raczej z nurtu Jello Biafra niż Billy Idola. Bardzo ważne dla mnie jest to, żeby być panem swego losu. Żeby pozostać artystą niezależnym, nie zmuszanym do niczego. Jest to dla mnie czasami ważniejsze niż sprawy finansowe czy jeszcze większa popularność. Dlatego założyłem z kolegami własną firmę płytową. Daje to dużą niezależność. Dotychczas wszystkie kontrakty z firmami płytowymi wywoływały u mnie duży dyskomfort. Byłem skłonny wierzyć, że mnie oszukują, albo byłem wręcz tego pewien.


Playboy: W wielu twoich tekstach słychać, że masz nie załatwione historie finansowe. Zatytułowanie płyty Muj wydafca jest złodziejem wydaje się trochę zbyt mocnym akcentem jak na sprawę, która jest ważna, lecz nie najważniejsza. Czy ten wydawca to jakaś konkretna osoba?


To nie jest konkretna osoba, lecz obraz wszystkich osób, z którymi miałem do czynienia, odkąd zacząłem podpisywać umowy. Faktem jest, że jedna z nich najbardziej się na tym polu popisała.


Playboy: Chyba nie za bardzo przejęła się twoją krytyką?


Rzeczywiście nie, nawet jej się coraz lepiej wiedzie.


Playboy: Udzieliłeś nawet czasopismu "mujego" wydawcy wywiadu.


To prawda, przy czym nie wiedziałem, że jest to pismo "mujego" wydawcy. Powiedziano mi, że jest ono całkowicie niezależne.


Playboy: To paradoks dzisiejszego showbusinessu: właściciele firm fonograficznych, które mają swoje stajnie artystów, wydają pisma muzyczne, w których recenzują płyty innych a także swoich ludzi. Możemy się domyślić, jak wygląda ich obiektywizm i niezależność. Krótko mówiąc: nie daje się uniknąć gówna.


To prawda. Chodzi jednak oto, żeby być ochlapanym jak najmniej.


Playboy: Przejdźmy do polityki. Na płycie z roku 1989 przedstawiasz katastroficzną wizję nadchodzących czasów. Zamiast czerwonych do władzy przychodzą czarni. Jednakże żadna katastrofa nie nastąpiła, jeśli pominąć to, że po pewnym czasie naród wybrał ponownie czerwonych.


Moje czarnowidztwo wynikało i nadal wynika z tego, że mamy do czynienia z transformacją jednego systemu w drugi. Jest to groźna sytuacja z natury rzeczy, niesie z sobą wiele potu, łez i krwi. Dużo ludzi czuje się pokrzywdzonych. To samo zresztą działo się, gdy wilczy kapitalizm przeradzał się w kapitalizm rozwinięty, co zostało pokazane w filmie "Grona gniewu" Steinbecka, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Żyliśmy w systemie komunistycznym, o którym do dziś dokładnie nie wiadomo, czym był naprawdę. Czy był to jakiś eksperyment? W każdym razie jeszcze dziesięć lat temu myślałem, że do końca będę w nim żył. Wszyscy mamy po nim blizny i skazy i dopiero nasze dzieci nie będą nim skażone.


Playboy: Podobno najbliżej ci do Korwina-Mikke, czyli partii bardzo prawicowej. Jak na punkowca i rapera to dość dziwne. UPR jest przeciwko jakimkolwiek zabezpieczeniom socjalnym. Jej zasada brzmi: niech każdy radzi sobie sam.


To nieprawda. Zabezpieczenia socjalne istnieją, lecz pozostają w rękach prywatnych. Mogą dzięki temu funkcjonować o wiele lepiej niż w szeroko pojętym systemie socjalistycznym, gdzie są przymusowe. Płaci się tam przecież regularnie na system, a jeśli człowiek się inaczej nie zabezpieczy, i tak skończy raczej biedowaniem. W moim przekonaniu liberalizm polityczny i społeczny niesie z sobą największą dozę wolności. Człowiek jest panem samego siebie i tylko on decyduje o swoim losie. O tym, z jakimi rzeczami chce, a z jakimi nie chce się wiązać. W ideologii lewicowej ważna jest administracja i urzędnik, który podejmuje decyzję i wie lepiej, co jest dla ciebie dobre. Obecnie nasze państwo, jeśli chodzi o roszczenia, zachowuje się jak państwo socjalistyczne, natomiast jeśli chodzi o powinności - jak państwo kapitalistyczne. To znaczy: płacisz 45-procentowe podatki, a gdy ci ukradną samochód, policja mówi, żebyś sam do nich przyjechał.


Playboy: Widziałem cię dawno temu na festiwalu punkowym i pamiętam jako aktywnego przeciwnika hippisów. Jak to się stało, że w ogóle zainteresowałeś się tą muzyką?


Miałem wtedy 15 lat i tak naprawdę w ogóle hippisów nie znałem. Moje zetknięcie z punkiem było raczej uleganiem jakiejś tam modzie.


Playboy: Ulegamy jednak różnym modom. Dlaczego jeden wybiera disco, a drugi punk?


Nie wiem. Uważam jednak, że bardzo dobrze się stało, że uległem akurat tej modzie, a nie innej. Mojego najbliższego przyjaciela ze szkoły punk w ogóle nie ruszył. Dlaczego ja wybrałem punk, nie wiem. Może Opatrzność? Do naszej szkoły chodził Robert Brylewski i on jako pierwszy tak się nosił. To mnie zaciekawiło. Podobał mi się design. W Warszawie były trzy miejsca, gdzie spotykały się załogi punkowe: Wolumen na Żoliborzu, giełda płyt w Hybrydach i sporadyczne koncerty w Aninie. Wtopiłem się w tę grupę ludzi. Długo jednak nie czułem muzyki, a to dlatego, że kupowałem złe płyty. Zamiast Sex Pistols - Eddie and The Hot Rods. Byłem nawet gotów rzucić to wszystko, gdyż dużo bardziej podobały mi się płyty Led Zeppelin. dopiero gdy kupiłem Never Mind The Bollocks Pistolsów, odpadłem. To było coś, co mnie literalnie powaliło na kolana. W życiu nie słyszałem przedtem, żeby kapela tak grała. Tak się zaczęło. W naszych punkowych załogach panowało niepisane prawo aktywności - każdy próbował coś tworzyć. Powstały wtedy kapele Boors, Fornit, Poland, eksperymentalne zespoły Maćka Góralskiego. Punk pokazał, że każdy może grać. Ciężko było tylko z miejscami do grania. Najczęściej koncerty odbywały się u jakiegoś Ramonesa w rozpadającej się wolskiej willi. Znalezienie miejsca na próby to był jakiś kosmos. Pierwszy prawdziwy koncert Poland zagrał w Starej Prochowni w Warszawie. Ponieważ wielu ludzi nie dostało się, była zadyma, przyjechała milicja i zabroniła drugiego koncertu. jednak zespół zaczął być znany i zainteresowały się nim kluby studenckie. Kilku muzyków wyjechało potem za granicę i na początku stanu wojennego Poland przepoczwarzył się w Kult.


Playboy: Czy są jakieś nagrania Polandu na kasecie albo płycie?


Nic nie ma. Pierwszą styczność ze studiem - już jako Kult - mieliśmy dopiero w 1984 roku. W stanie wojennym uważaliśmy jakiekolwiek kontakty z mediami za kolaborację z systemem.


Playboy: Piosenka młodych wioślarzy była waszym pierwszym przebojem?


Po tym utworze, a właściwie po towarzyszącym mu teledyskowi staliśmy się bardzo znani i dzięki temu mogliśmy grać więcej koncertów. Jednym z twórców tego teledysku był Hubert Kaczanowski - dwa lata temu zrobił także klip dla Arrested Development. Paradoksalnie ta piosenka nie dawała zupełnie obrazu naszego zespołu. Dlatego zaraz po jej sukcesie przestaliśmy grać ją na koncertach. Mieliśmy poza tym taką ideę, że to, co zostaje nagrane na płycie, wylatuje z programu koncertowego.


Playboy: Jak to się stało, że nagrałeś pierwszą płytę rapową w naszej chemisferze geopolitycznej.


Równie szybko jak zafascynowałem się punk rockiem, tak później błyskawicznie zafascynowałem się muzyką nowofalową - Joy Division, Bauhaus, itd. Po czym dokonałem wiekopomnego genialnego odkrycia, że punk rock nie wystrzelił sam z siebie, że coś tam było przedtem. Poznałem Doorsów, Rolling Stonesów. Okazało się, że przedtem ludzie też robili ciekawe rzeczy. Nie miałem o tym pojęcia. Największym jednak odkryciem byli dla mnie Doorsi. Gdy ich poznałem, przyblakło całe moje zauroczenie Joy Division. Zacząłem też słuchać czarnej muzyki: reggae i funka. Funkadelic Parlament. W funku podoba mi się mocna sekcja motoryczna, a do tego kolesie nadają. Mówiony, bardzo rytmiczny wokal z ograniczoną prawie do zera sferą melodyczności. Gdy w 1983 poznałem Grandmasterflash to znowu odpadłem. Od tego czasu jestem cały czas na bieżąco z rapem. Dla mnie jest to najważniejsza gałąź muzyki popularnej. W 1986 czy 1987 ukazała się pierwsza płyta Beastie Boys i trzecia płyta Run DMS, na której Rick Rubin dokonał absolutnej rewolucji, jeśli chodzi o sprawy brzmieniowe. Okazało się, że jest nie tylko funkowo-soulowe, ale koreluje również z ciężkim rockiem - jak we wspólnym nagraniu Aerosmith i Run DMS. Okazało się, że można osiągnąć ogromną agresję i dynamikę brzmienia innymi metodami niż to robili pistolsi. Zacząłem dostrzegać wagę instrumentów rytmicznych. Najważniejszy w muzyce jest rytm. Początek mojego rapowania to japoński sekwencer Yamaha i sampler Akai 900. Dziś są to urządzenia archaiczne, wtedy zaś był to niemożliwy czad. Tak powstało "Spalam się", "Piosenka trepa". Mój kolega Jacek Kufirski większość podkładów robił sam, wymyślał bębny, brał trochę gotowych sampli. Był to cały łańcuch ludzi dobrej woli: Wojtek Waglewski, Wojtek Przybylski - wszyscy pracowali za darmo. Tak powstała płyta Spalam się. Wtedy też zacząłem myśleć o tym, jak ją opchnąć. Płytę wydała ostatecznie firma ZicZac.


Playboy: Odniosłeś komercyjny sukces?


Niestety, nie. Płyta ukazała się w momencie największego piractwa w Polsce. Oficjalnie sprzedano 50 tysięcy kaset i kilkanaście tysięcy kompaktów. Nieoficjalnie były to setki tysięcy. Drugą płytę rapową "Spalaj się" wydałem w śląskim wydawnictwie Krzysztofa Szweda i był to jedyny w miarę uczciwy wydawca.


Playboy: W swoim rapowaniu dziwnie stawiasz akcenty w słowach i zdaniach, niezupełnie po polsku. czy to celowe?


Mnie się wydaje, że to jest właśnie po polsku. Kiedy próbowaliśmy używać polskich wyrazów w rytmice amerykańskiej wychodziło cos sztucznego, robiła się kiepska parodia muzyki rapowej. Wydawało mi się, że jest to nie do zrobienia. Udało się Liroyowi. Przeniósł patenty amerykańskie, które świetnie zafunkcjonowały zarówno w sferze muzycznej jak i tekstowej. Nie czuje się w tym fałszu. Dotyczy to również Wzgórza YA-PA-3.


Playboy: Co sądzisz o nienawiści panującej między naszymi rodzinnymi raperami?


W ruchu punkowym też była opozycja między "kryzysowcami" i "tiltowcami"


Playboy: Chyba nie do tego stopnia, żeby jeden drugiemu mówił, że mu żonę zgwałci a dzieci zabije?


W Nagłym Ataku Spawacza nie widzę żadnych idei, ani muzycznie, ani tekstowo. Poza tym ta sprawa niepotrzebnie została nagłośniona przez media. To jest dla mnie historia obca. Nie rozumiem tego. A tak na marginesie - autentycznym polskim raperem jest niejaki PIWNICA z zespołu Brooklyn Hit Men, poznałem go w Nowym Jorku na Brooklynie. Ale to zupełnie inna historia.


Playboy: Co sądzisz o śpiewaniu w jednej piosence po polsku i angielsku?


To nie jest dobry pomysł. Gdy puściłem coś takiego znajomym w Stanach, pokładali się ze śmiechu.


Playboy: Motherfucker lepiej brzmi niż chuj?


KAZIK: Poznałem ostatnio dużo młodych ludzi z kapel rapowych, którzy tak po prostu mówią. Co drugie słowo "motherfucker". To jest ich słownik, ich etos.


Playboy: Ty też byłeś częścią subkultury rapowej?


Wtedy nie było takiej subkultury.


Playboy: Nie chciałeś jej też tworzyć. Trochę śmieszył strój rapera na okładkach twoich pierwszych rapowych kaset. Czuło się, że nie jest to do końca wszystko, kim jesteś i będziesz.


Przede wszystkim nie porzuciłem tego, co robiłem wcześniej. Rap to była druga działka. Na tym zresztą nie koniec. Gram z Kultem i Kazikiem Na Żywo, czyli połączenie rapu z metalem, a ostatnio eksperymentowałem z kolesiami ze sceny jassowej - Mózgiem i Mazzollem. To wszystko razem określa mnie jako twórcę. Nigdy nie lubiłem, gdy nazywano mnie jedynym raperem Wschodu. Był to chwyt marketingowy Zic Zaca i tyle. Zrobiony bez mojej wiedzy.


Playboy: Jakie więc idee w muzyce są ci najbliższe?


Staram się realizować na różnych polach. Robię wiele rzeczy na raz, choć wiele z nich, jak chociażby moje ostatnie granie z ludźmi z Mazzolla, nie rokuje sukcesu komercyjnego. Jednak było to dla mnie niesamowite przeżycie. Znalezienie nowych przestrzeni muzycznych. Interakcje z innymi ludźmi. Oni są zenistami i w czasie tworzenia struktur muzycznych miałem wręcz odczucie, że medytuję, chociaż nigdy przedtem tego nie robiłem. Doznawałem uczucia wejścia w sferę absolutnej wolności. Wolności z dużym poczuciem bezpieczeństwa. Wydawało mi się, że sfera niezależności, której poszukiwałem w muzyce, zniknęła. Prawie każdy zespół rockowy czy popowy z samego topu czy podziemia jest spętany konwencjami, które są w jego twórczości zawsze obecne. Zawsze wisi nad tobą przeświadczenie, że dobrze jest, aby jakiegoś materiału sprzedało się więcej albo mniej. I raptem spotykam grupę koleżków, którzy w ogóle się takimi sprawami nie przejmują. Okazuje się, że strefa undergroundu muzycznego wciąż istnieje, tylko przesunęła się w inne środowisko.


Playboy: Czy miałeś kiedykolwiek problemy z narkotykami?


Nigdy nie miałem żadnych problemów z narkotykami, co nie znaczy, że nie miałem z nimi styczności. Uważam, że aby móc rozprawiać o czymkolwiek, trzeba to najpierw poznać. Byłem ciekaw narkotyków. Próbowałem prawie wszystkich, z wyjątkiem tych, które się aplikuje za pomocą strzykawki. Najgorszym problemem są dla mnie papierosy. Teraz, na przykład, nie palę od dwóch tygodni. Od dziewiętnastego roku życia walczę bez przerwy z tym nałogiem. Nie wiem, dlaczego alkohol i nikotyna są inaczej traktowane niż używki potocznie nazywane narkotykami. Możliwość uzależnienia się od LSD czy marihuany jest nieporównywalnie mniejsza niż od papierosów i alkoholu. Wszystko zależy od pewnej bazy, którą ma się w głowie: każda używka może być tylko używka lub stać się udręką i narkotykiem. Jest to jednak płynna granica i nie każdy ma możliwość zorientowania się, że kończy się etap używka, a zaczyna - narkotyk. Kryminalizacja tego problemu na pewno go nie zlikwiduje. W stanie Illinois rok po wprowadzeniu prohibicji spozycie alkoholu wzrosło pięciokrotnie. Owoc zakazany smakuje najlepiej.


Playboy: Nie jesteś jednak przedstawicielem kultu marihuany?


Nie. Marihuanę mogę zapalić, jak nie mam nic do zrobienia. Kiedyś zapaliłem jointa i praca z aparaturą, którą normalnie znam na pamięć od lat, stała się dla mnie nie rozwiązywalnym problemem. Efekt był taki, że skasowałem sobie wszystko, co przedtem zrobiłem. Od marihuany traci się całkowicie krytycyzm w stosunku do swojej pracy, tak jest na pewno w moim przypadku.


Playboy: Prawie równolegle z twoimi rapowymi płytami powstała płyta Kultu Tata Kazika, płyta naprawdę kultowa.


Był to nasz pierwszy ogromny sukces finansowy, także pierwszy sukces naszej własnej wytwórni płytowej S.P. Records. Jurek Zalewski chciał nakręcić film o moim ojcu. Potrzebowałem czterech lat, żeby się do tego pomysłu przekonać. piosenki mojego ojca nie miały struktury, w której mogłaby się odnaleźć kapela rockowa. Dlatego zajęło nam to dużo czasu. Męczyliśmy się ponad rok. Płyta została pierwotnie nagrana jako muzyka do filmu. Powiedzieliśmy sobie: wóz albo przewóz. Udało się. Straszono mnie jednak, że repertuar odrzuci fanów Kultu. Stało się odwrotnie. Moja droga do opracowania tych piosenek była dość długa. Byłem jednak w końcu wychowany na innej muzyce - te piosenki były mi zupełnie obce. Dziś także się z nimi nie identyfikuję. Śpiewam je, bo są po prostu piękne. Piękny tekst i melodia. Napisał je człowiek, który miał zupełnie inne spojrzenie na świat niż ja. Żył w innych czasach, w innej rzeczywistości. Wraz z tą płytą zaczęło się w Kulcie odchodzenie od grania stricte rockowego. Parę osób określiło ten styl jako folk miejski. Mnie się jednak ta nazwa nie podoba.


Playboy: Czy historia o kobiecie branej za anioła, sielskiego baranka, która okazuje się zwyczajną kurwą, ma jakiś związek z twoim życiem?


Nie. W piosenkach wymyślam podmiot liryczny, który nie ma ze mną nic wspólnego. Tak jak w Dziewczynach to nic więcej jak tylko kłopoty - jest to historia młodzieńca, który na gwałt szuka inicjacji seksualnej. Albo w Piosence trepa - ja sam z wojskiem żadnych kłopotów nie miałem. Z kolei w Nie mogę istnieć bez narzekania problemy ma uczeń jakiejś szkoły. Wszystkie te sytuacje są wymyślone, ja ich nie przeżyłem.


Playboy: A piosenka o nauczycielce angielskiego z twojej pierwszej rapowej płyty?


To jest rzeczywiście po części historia z życia. Była taka dziewczyna, która na studiach uczyła nas angielskiego. Wielu chłopców się na nią napalało. Potem niektórzy twierdzili, że za pieniądze oddaje się angielski turystom. Ktoś ją widział w Sopocie. Może problem wyidealizowanej kobiety która mnie zdradza, tkwi gdzieś w mojej podświadomości, ja jednak nie miałem żadnej innej kobiety poza moją żoną.


Playboy: Często człowiek nakłada pancerz monogamii albo religijności, aby nie dać się drzemiącym w nim pożądaniom, libido czy też demonom. Być może w twoim przypadku też nie chodzi o autentyczną monogamię i autentyczną religijność, tylko o pancerz konwenansów?


Co dałoby mi zrzucenie tych pancerzy? Od pewnego czasu udało mi się osiągnąć pewien stopień harmonii, w tym było nie było, kurwa, zwariowanym świecie pełnym szaleństw, ohydy i niebezpieczeństw, które zewsząd na nas czyhają. Czuję się z tym dobrze i czuję się z tym szczęśliwie.


Playboy: Nigdy nie atakują cię demony?


Myślę, że w mniejszym stopniu niż kiedyś. Odkąd znalazłem punkt równowagi, demony słabiej się do mnie dobierają.


Playboy: Istnieje teoria, że im człowiek jest wyżej duchowo rozwinięty, tym bardziej wyrafinowane i subtelne demony go atakują.


W takim razie nie znalazłem się wyżej, ale schowałem w norce, w której jest mi ciepło i dobrze. Moim bliskim zwierzątkom też jest ciepło i dobrze.


 
wyszukiwanie
Pokaż artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ zawierające następujące słowo:


według źródła
Zobacz artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ z następujących źródeł:
Alej jaja (1)
B1 (1)
Bizz (1)
BRAVO (1)
Brum (18)
Bstok.pl (1)
Cogito (2)
Dziennik Bałtycki (5)
Dziennik Wschodni (1)
Express Wieczorny (2)
Fakt (1)
forum KKK (1)
Gazeta - Dziennik Polonii w Kanadzie (1)
Gazeta Braniewska (1)
Gazeta Krakowska (1)
Gazeta Łódzka (1)
Gazeta Na Pomorzu (1)
Gazeta Olsztyńska (3)
Gazeta Poznańska (1)
Gazeta Wyborcza (21)
Gazeta Wyborcza (Częstochowa) (1)
Gazeta Wyborcza (Kraków) (1)
Gazeta Wyborcza (Olsztyn) (1)
Gazeta Wyborcza (Poznań) (1)
Gazeta Wyborcza (Szczecin) (1)
Gazeta Wyborcza (Wrocław) (2)
Gazeta Wyborcza - Dolnośląska (1)
Gazeta Wyborcza Sport (1)
Gentleman (1)
Gitara i Bas (1)
Głos Szczeciński (1)
Halo (1)
Halsky Entertainment ;) (1)
Ilustrowany Kurier Terenowy (2)
Impuls (1)
in vitro (1)
Insider (1)
Klan (1)
Kulisy (3)
Kurier (1)
Kurier Lubelski (1)
Kurier Polski (1)
Kurier Poranny (2)
Kurier Tygodnik Południowo-Zachodni (1)
Machina (18)
Metropol (2)
Muza (3)
Nasza Legia (2)
Non Stop (4)
Nowe Państwo (1)
Nowości (1)
Nowy Dziennik (6)
Nowy Dziennik N.Y. (1)
Nuta.pl (5)
Obserwacje (2)
Onet.pl (2)
ORGAN (1)
Ozon (1)
PC World Computer Special (2)
Playboy (1)
PolEcho (1)
Polityka (1)
PRACA PROSEMINARYJNA - WSTĘPNA (1)
Przegląd Sportowy (1)
Przegląd Świętokrzyski (1)
Przekrój (2)
Radio Bis (1)
Reset (1)
Rock Szok (1)
Rzeczpospolita (7)
Słowo Ludu (1)
Słowo Polskie (2)
Super Express (15)
Super Express – Pilot Olsztyński (1)
Super Express - Pilot Olsztyński (2)
Sztandar (1)
Sztandar Młodych (2)
Śruba (1)
taz Hamburg (1)
Temi (2)
Teraz Rock (6)
The Warsaw Voice (1)
trojmiasto.pl (1)
TU (1)
TV Pilot (1)
Twój Styl (1)
Tygodnik Nowosądecki (2)
Tylko Rock (52)
Ultraszmata (3)
Voice (1)
Wprost (2)
www.nuta.pl (1)
www.racjonalista.pl (1)
www.YoYo.pl (1)
Wysokie Obcasy (2)
XL (9)
Zwierciadło (2)
Życie (6)
Życie na Gorąco (1)
Życie Warszawy (2)


Nie jestem raperem
Umówiłem się z Kazikiem w jego mieszkaniu. W cichym budynku, w centrum Warszawy. Na bramie napisane przez fanów teksty Kultu i słowa uwielbienia. Pukam do drzwi mieszkania oblepion... [więcej »]


Podpowiadanie wibracji
Tę rozmowę z Kazikiem Staszewkim zacząłem od 12 groszy. Prawdę powiedziawszy: trudno było nie zacząć. Materiał ten i ogromnie spodobał się naszym czytelnikom (vide Tylko Najlepsi 9... [więcej »]


Moja publiczność jest mądra
- Kategoryczne sądy będą w moich piosenkach zawsze. Piosenka "Wszyscy artyści to porstytutki" opowiada o pokrewieństwie tych zawodów. Można je jeszcze podzielić: na tych którzy sch... [więcej »]


Kazik na żywo
O tym, że Kazik wystąpi w Kielcach wiadomo było już w połowie sierpnia. Była to wiadomość, która poruszyła wszystkich wielbicieli Kultu. Co prawda miał to być pierwszy w Kielcach w... [więcej »]


KULT – Koniec XX wieku
Koniec dwudziestego wieku w sztuce i muzyce to tygiel – mówi Kazik Staszewski. I w tym widzę dobry znak na przyszłość. W nieustannym mieszaniu się gatunków. Uważam, że to pię... [więcej »]


Na żywo ale w studio
SP Records (1994) Celina; Spalam się; Artyści; Kalifornia ponad wszystko; Piosenka trepa; 100000000; Raz pierwszy; Biały Gibson; Nie ma litości; Spalaj się!; Tak się robi historię... [więcej »]


kazik na żywo – POROZUMIENIE PONAD PODZIAŁAMI
SP Records (1995) Nitro; Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego; Przy słowie; Odrzuć to!; Tańce wojenne; Co się z tobą stanie gdy ci ufać przestanę; Tata dilera/Hardzone... [więcej »]


WYWIAD FORUMOWY Z KAZIKIEM - 30 PYTAŃ
1. Czy widzisz sens nagrywania nowej płyty ? Interesuje mnie bowiem, czy wiesz już jakš energię, jakie przesłanie, muzycznš siłę chcesz przekazać słuchaczom na tym albumie ? Czy m... [więcej »]


Kazik Staszewski: Maleńczuk za grosze - Najlepsze piosenki według Kazika Staszewskiego
Ostatnimi czasy z racji podwójnych przygotowań do nowych wydawnictw (Kazik: 40, Kult: Dla twojej miłoœci) słucham przede wszystkim siebie, ale jak dobrze zrozumiałem, nie o to bieg... [więcej »]


Onet.pl - czat z 06.05.2003
Kazik: Witam! Vilfredo: Panie Kazimierzu jak należy interpretować teksty Toma Waitsa w dzisiejszych czasach. Czy uważa Pan, że nie zestarzały się? Kazik: Uważam, że się nie z... [więcej »]




komentarze i recenzje
dodaj komentarz lub recenzję


gatula 2003-11-19 20:13:29
...yyy....jestem pod wielkim wrazeniam wywiadu...az nie wiem co mam napisac..dzieki


test 2004-11-13 14:47:33
Sprzedam NOKIA 7110 uzywana, w dobrym stanie, z papierami pudelko i ladowarka cena 75zl, kontakt przez mail


budzio 2005-02-03 15:55:48
niezły artykuł...


Batiar 2005-07-25 01:21:55
Kupię kasetę video/ płytę DVD z filmem TATA KAZIK i STASZEK. Bardzo proszę o kontakt. batiar@tenbit.pl


Magda 2005-12-28 02:08:35
Haha podoba mi sie Twoja szczerość niezależność od tego co inni myśla ze jest wolnościa. Ja juz wybrałam jestem szczesliwa, i dzieki temu pokonałam papierosy. czego tobie równiez zycze. Pozdrawiam SerdecznieCiebie i Twoją rodzinkę. Wiesz ze czas nagli. magda


Olka 2006-07-16 01:08:43
SUUUUPER wywiad, młodzi "punkowcy" (jak na przykład małpy z Tokyo hotel) powinni sie uczyc, ze nie wizerunkiem a inteligencja, madroscia i konsekwencja w dzialaniu zyskuje sie szacunek ludzi...bez tego czlowiek staje sie marionetką w rekach firm fonograficznych, maszynka do robienia pieniędzy lub pośmiewiskiem i nic nie wartym pustakiem emocjonalnym ktory zatanczy tak jak mu zagraja i pojdzie tam gdzie mu lepiej. KAZIK 4EVER


maciej 2011-04-02 23:44:59
Kazik,dziekuje za Kult.pozdrawiam.maciej z torunia.


maciej 2011-04-02 23:49:33
jerzyk,pozdrawiam.maciej z Torunia.kiedys robilem tobie masaz kregoslupa.




dodaj komentarz lub recenzję

Twoje imię lub pseudonim:



Twój adres e-mail:



  

Treść komentarza lub recenzji:

  zapamiętaj imię lub pseudonim oraz e-mail