Daję się ponieść emocjom
Michał Pol i Rafał Stec
Gazeta Wyborcza Sport 2003 (numer 2003-07-13)
- Nie ujawniałem fascynacji zmaganiami na boisku czy ringu, aż w końcu dorosłem i stwierdziłem, że nie można sie kryć z naturalnymi upodobaniami. Może nawet przegiąłem w drugą stronę, ale wynika to ze skrywanej emocjonalności, którą dusiła we mnie subkultura punkrockowa i nowofalowa - mówi Gazecie Kazik Staszewski.
Michał Pol, Rafał Stec: Wszyscy przeżywaliśmy fascynacji "wielką nadzieją białych w boksie" Andrzejem Gołotą, ale ty chyba odleciałeś na jego punkcie bardziej od innych - rockmeni raczej nie piszą piosenek o sportowcach
Kazik Staszewski: - Rzeczywiście, pamiętam tylko piosenkę "Muhammad, Muhammad" z lat 70., ale to był utwór dyskotekowy. Odleciałem powyżej przeciętnej, bo zawsze interesowałem się dwoma dyscyplinami: piłką nożną i boksem. Amatorskim też, jeśli takowy jeszcze istnieje, bo dla mnie to dziś podział kuriozalny. Ale zaczęło się od zawodowego, czyli pierwszej i jedynej bodajże transmisji w PRL, kiedy telewizja pokazała z Kinszasy walkę Alego z Foremanem. Po niej do końca komuny moim źródłem wiedzy o świecie była rubryka Aleksandra Rekszy pt. "Zmagania czempionów" z miesięcznika "Boks" i ewentualnie, co jakiś czas, załapanie się na jakąś walkę w telewizji, kiedy wyjeżdżałem na wakacje do Anglii, gdzie mieszkała siostra mojej mamy.
Kiedy w wadze ciężkiej pojawił się Polak, absolutnie postradałem zmysły. Cokolwiek by o nim dziś mówić, to jego pierwsze walki, kiedy mierzył się z czubem, były strasznie emocjonujące. Drugie starcie z Bowe'em oglądam przynajmniej dwa razy w miesiącu i nie potrafię pojąć, jak mógł przegrać. Tzn. po smutnym końcu jego kariery łatwiej to pojąć, ale oglądając walkę po raz 34., nadal się emocjonuję. Moim zdaniem to jeden z najlepszych pojedynków w historii boksu zawodowego. Niestety, moje uczucia, ulokowane tak wysoko, spadły z piedestału w Hotelu Olimpijskim przy katowickim Spodku, gdzie całą noc czekaliśmy na walkę z Tysonem. Pamiętam, że poszedłem się wysikać po drugiej rundzie, wróciłem, gdy okazało się Sami wiecie, co się okazało A piosenkę napisałem w stanie euforii, na dzień czy dwa przed drugim pojedynkiem z Bowe'em, kiedy moje nadzieje związane z Gołotą były kolosalne. Byłem pewny sukcesu, sugerując się m.in. doniesieniami, że Amerykanin zbijał wagę, co zawsze wpływa na kondycję. Przegrał, ale uniesienia i tak były niemalże ułańskie.
Co czułeś, kiedy uciekł przed Tysonem?
- Wracałem z sali telewizyjnej i mówiłem do siebie: "K..., jaki jestem frajer dęty, że napisałem o nim piosenkę". Byłem zły, że dałem się ponieść emocjom. A co do Gołoty? Cóż, nie ma co gadać, taki patent ma człowiek na życie, że lubi zarabiać dużo, ale jak dostanie w łeb, to traci głowę i wpada w panikę. Z perspektywy czasu widzę, że ewidentnie zmienił się po walce z Lewisem, który jako pierwszy walnął go porządnie. Pamiętacie jego twarz, kiedy wstawał po pierwszym nokdaunie? Mój starszy syn do dziś boi się tego widoku. A mnie teraz zaczyna się podobać Michalczewski.
Nie irytuje Cię, że nie dochodzi do walki z Royem Jonesem, jr?
- Nie chcą jej, bo obaj mają więcej do stracenia niż zyskania. A kiedy Jones przeszedł do wagi ciężkiej, to już w ogóle nie ma szans, żeby się odbyła. Jesteśmy zdani na takie pykanie poślednich przeciwników w wadze półciężkiej, ale niech tam. Niech ma te 50 walk bez porażki, niech odejdzie w glorii. Tej walki się nie doczekamy, ale z drugiej strony podejrzewam, że geniuszowi Jonesa Michalczewski przy całych swoich zdolnościach chyba jednak by nie dał rady
Grasz jeszcze czasami utwór o Gołocie?
- Od czasu haniebnej klęski wyrzuciłem go z programu i nie zagrałem nigdy.
Czujesz obciach, że go nagrałeś?
- Pewnie. Nie chcę tego już śpiewać.
Gołota zawsze regularnie zadzierał z prawem, nowy idol Polaków - Małysz - to jego przeciwieństwo, idol czysty i nieskalany. Dlaczego o nim jeszcze nie napisałeś utworu? Jeszcze się tak nie zasłużył jak Gołota?
- Skokami narciarskimi nie interesuję się w ogóle. Oglądasz 50 czy 70 zawodników, żeby na końcu zobaczyć czterech, którzy się liczą. Nie uległem małyszomanii, jestem niekompetentny w tej dziedzinie, nie wiem, jakim człowiekiem jest Małysz. Skoki to nuda dla mnie po prostu.
Nie rozumiesz narodowej obsesji rodaków?
- Trzeba było sukcesu, ponieważ łomot dostawaliśmy na każdym froncie. W chodzie ktoś wygrał czy w żeglarstwie, ale kogo to obchodzi? Zdarzył się Małysz w trochę bardziej popularnej dyscyplinie, to naród go umiłował. W sporcie trzeba kogoś miłować, a przez wiele lat nikogo nie było On jest jeden. Nie ma konkurencji.
Zdajesz sobie sprawę, że jesteś obrazoburczy?
- Mówię, jak czuję. Małysz mnie kompletnie nie interesuje. Poza tym te jego wąsy...
W wywiadzie dla "Machiny" zwierzałeś się, że swoją fascynację boksem długo ukrywałeś
- W środowisku punkowców interesować się sportem to był obciach. Niejaki śp. Plastik zobaczył mnie kiedyś w Riwierze Remont czytającego "Przegląd Sportowy", podszedł i mówi zdziwiony: "co ty czytasz??? Przecież to najbardziej babilońska gazeta". Więc nie ujawniałem fascynacji zmaganiami na boisku czy ringu, aż w końcu dorosłem i stwierdziłem, że nie można się kryć z naturalnymi upodobaniami. Może nawet przegiąłem w drugą stronę i teraz się z tym za bardzo afiszuję, ale wynika to ze skrywanej emocjonalności, którą dusiła we mnie subkultura punkrockowa i nowofalowa.
Innych środowisk też ten problem dotyczy. W Polsce generalnie sport nie jest ceniony, tzw. inteligenci raczej nim gardzą. Nie uważasz, że to powód upadku polskiego sportu? Z wf zawsze najłatwiej było dostać zwolnienie w szkole...
- To jeden z powodów, ale nie główny. U nas nie ma pomysłu na sport. W takiej Grecji, niezbyt odstającej ekonomicznie od Polski, jedziesz przez byle zabite dechami miasteczko, widzisz oświetlone boiska i dzieciaki po nocy grające w gałę. U nas wszyscy kładą na to lachę. Moja żona jest nauczycielką i mówi, że wf odbywają się na korytarzu w szkole. Słyszałem, jak Ćmikiewicz mówił o planie wdrożenia o kolejnej godziny wf. No dobrze, ale gdzie ją dołożyć? O godzinę przedłużyć chodzenie w kółko po korytarzu? Rzeczywiście, sport to u nas aktywność drugiej kategorii. Po co się sprężać, skoro status naukowca, polityka czy pracownika administracji jest wyższy? No, może z tymi politykami to przesadziłem...
A ty uprawiasz sport?
- Nieee.... Trenowałem kiedyś tenis, ale zrezygnowałem w zimie, kiedy trzeba było ćwiczyć suchą zaprawę w sali gimnastycznej. Wytrzymałem pół roku. Na studiach zorganizowałem reprezentację piłkarską wydziału socjologii, co było trudne, bo kolesie byli niezborni. Dwukrotnie wystartowaliśmy w mistrzostwach uniwersytetu. To moje jedyne osiągnięcie sportowe w życiu. Teraz fascynuję się nim jako spektaklem. Jestem kibicem biernym, dzięki czemu jestem zdrowy. Moi koledzy skarżą się na łąkotki, muszą przechodzić operacje...
Kiedy ostatnio byłeś na stadionie?
- Na meczu Las Palmas - Valencia na Wyspach Kanaryjskich. W ubiegłym sezonie, kiedy Las Palmas grało w pierwszej lidze. Poszedłem na stadion ni z gruchy, ni z pietruchy, a tak grali, że całym sercem zacząłem być za gospodarzami. Do dziś im kibicuję. Przegrali 0:1, potem spadli z ligi. A ja spotkałem w Teneryfie Polaka, który mnie przekonywał, że pozostałe hiszpańskie kluby zawiązały spółdzielnię, by spuścić z ligi kluby z Kanarów, bo nikt nie chciał latać tak daleko. Na trybunach Las Palmas zrozumiałem, że mecz może być spektaklem zupełnie innym od tych, jakie widziałem do tej pory. Boisko oddzielał od widowni tylko baner z reklamami. Każdego sektora z dwoma tysiącami ludzi pilnował jeden zblazowany porządkowy-staruszek, ale nikomu nie przyszło do głowy wbiec na murawę. Na widowni starsze panie, palące cygara, rodziny z dziećmi. Miło, bezpiecznie. Jest i sektor szalikowców, ale ci tylko skandowali "Canizares puta", a jak chcieli być bardzo wredni - "Canizares donna". Cały stadion opasany barami z alkoholem. Ludzie przychodzą po sześć godzin przed grą i balują. Potem idą na mecz. Pięknie jest. A sztuczek technicznych - typu siatka założona piętą - zobaczyłem tyle, co na Legii przez 20 lat.
Myślisz, że u nas tak kiedyś będzie?
- Może w roku 2317. Za mojego życia nie. U nas panuje frustracja, a z socjologii wiemy, że rodzi ona agresję. Nie potrafiłbym wyjechać na stałe z Polski, ale brakuje mi tu próby opanowania szeroko pojętego bezhołowia i egzekwowania prawa. Na drugim biegunie są Stany Zjednoczone, gdzie panuje niemal totalitarny system policyjny. Hiszpania jest dokładnie pośrodku. Nie taki pierdolnik jak tutaj, ale i nie taki faszyzm jak w Ameryce. Dlatego ten kraj podoba mi się najbardziej na świecie. Stadiony w Polsce straszą, bo nie egzekwuje się prawa. W Anglii kibol, który wbiegnie na murawę, płaci 500 funtów i zostaje zarejestrowany jako kryminalista. Nie znajdzie pracy w biurze czy banku, bo jest notowany. A u nas kibice rozwalą stadion i nic. Cud, jak dostaną wyrok w zawiasach. Więc czego mają się bać? Nie wierzę w samoświadomość: "zmienimy się, już nie będziemy". Lud trzeba uczyć stanowczością.
Kiedy ostatni raz byłeś na meczu w Polsce?
- Sezon czy dwa temu. Trochę dlatego, że w weekendy zwykle mam koncerty. Ale też przestałem chodzić na Łazienkowską po zadymie na meczu z Widzewem, kiedy przerwano mecz. Wszystko zrozumiem, ale demolować własny stadion? Jeden koleś z "Naszej Legii" tłumaczył mi, że "byli sprowokowani". Dla mnie sprowokować mogą się dać psy, a nie rozumni ludzie. Od tej pory na Legii nie byłem. Ale pewnie się przeproszę.
Zapytany kiedyś o najciekawsze wydarzenie, jakiego byłeś świadkiem na Łazienkowskiej, odpowiadasz: "Wniesienie przez niejakiego "Fuzję" pół litra wódki na mecz Legia - Dynamo Tbilisi (0:1) i wypicie jej. Kto był na tym meczu, ten powinien wiedzieć, iż młodzieniec ów dokonał niemożliwego". My nie byliśmy...
- To był pierwszy mecz po wprowadzeniu stanu wojennego. W każdym sektorze wojsko. Siedzieli w rzędach od góry do dołu i od prawej do lewej, żeby kibiców podzielić na możliwie małe grupki. W drodze na miejsce przechodziło się przez trzy kontrole, na bramce, przed trybuną, przed wejściem do sektora. Do tego wszędzie milicja z psami - kompletny Sajgon. Jak ten koleś wniósł wódkę, nie wiem do dzisiaj, chyba w rękawie. Zadziałaliśmy socjotechniką - nas skontrolowali dokładnie, jego pobieżnie. I jeszcze żeśmy to wypili! Podczas konsumpcji momentalnie zjawił się jakiś tajniak, grożąc wyprowadzeniem ze stadionu. Ale "Fuzja" miał gadkę, zagadał i esbek dał nam spokój, a chyba nawet się z nami napił.
W Legii grało mnóstwo gwiazd, dlaczego najbardziej lubiłeś Tadeusza Nowaka?
- "Nowak Tadeusz to Legii jest Prometeusz". Dla mnie był postacią niepowtarzalną. Mówię o tych, których widziałem na żywo, bo nie pamiętam czasów Brychczego. Nowak potrafił zagrać bosko, choć w większości spotkań był kiepski. Miał pseudonim Ferrari, bo był szybszy od piłki. Dostawał podanie na skrzydło, ruszał, wyprzedzał piłkę i... wypadał za linię końcową. Ale miał kilka wspaniałych meczów. Kiedyś strzelił trzy gole Widzewowi i cały stadion - 25 tys. widzów - ryczał: "Nowak do kadry!". Gmoch zbierał kadrę na mundial, ale jego powołał tylko na mecz z Węgrami. Pamiętam też mecz z Wisłą Kraków po mistrzostwach w 1974. Szymanowski, Musiał w obronie, w ataku trzech panów K, czyli Kapka, Kmiecik, Kusto. W Legii Gadocha, Deyna, Ćmikiewicz. Mecz był emocjonujący, aż kipiało. Do przerwy 0:1. Po zmianie stron gole Deyny i Nowaka. W końcówce pan Tadeusz został brutalnie ścięty przez obrońcę Wisły, Garleja. Sędzia dał mu żółtą kartkę, ale Nowak uznał, że to za mała kara. Jak nie weźmie zamach i jak mu nie przyp.... Momentalnie dostał czerwoną kartkę, a później dyskwalifikację na rok. Ale paru jego występów nie zapomnę.
Wróćmy do współczesności. Cieszy Cię przyjście do Legii Jerzego Engela?
- Bardziej martwi mnie odejście Okuki. Wiem od piłkarzy, że na początku wszyscy traktowali go z przymrużeniem oka, ale okazał się niezłym fachowcem, a co najważniejsze - z planem. Niestety, w naszej piłce tytuły mistrzowskie zwykle trwoni się w następnym sezonie w sposób zupełnie irracjonalny. Może teraz Wisła będzie wyjątkiem. Nie bardzo wiem o co chodzi z Engelem. Trenerem ma być Kubicki, a Engel nie będzie przecież pracował za miskę kaszy. Słyszę, że klub wciąż nie uregulował zobowiązań wobec piłkarzy, nie stać go na zatrzymanie Kucharskiego, Svitlicy, Stanewa, Omeljańczuka. A stać na zatrudnienie Engela, który nie wiadomo co będzie robił. Więc głupi jestem. A jak widzę taki pierdolnik, to widzę też czarną przyszłość.
A jak przyjąłeś zwolnienie Engela po mundialu?
- Najbardziej podpadł mi wywiadem po powrocie z Korei, w którym powiedział, że zwycięski skład z meczu z USA drugi raz by tak nie zagrał. Obraził rezerwowych w chamski sposób. Wtedy powiedziałem "niech spada", ale patrząc z perspektywy czasu na dokonania Bońka i Janasa myślę sobie, że może trzeba było go zostawić. Przez jego następców tak straciłem szacunek dla kadry, że zapomniałem o meczu ze Szwecją! Dopiero następnego dnia dowiedziałem się, jaki był obciach. Całe szczęście, że tego nie oglądałem.
Czy rejterada Bońka w chwili, gdy tyle sknocił, nie przypomina Ci trochę ucieczki Gołoty przed Tysonem? Ile dla Ciebie stracił z legendy?
- Z legendy wybitnego piłkarza nic, tego nikt mu nie odbierze. Jako trener jest skończony, okazał się totalnym nieudacznikiem i patałachem, nikt rozsądny już nigdy go nie zatrudni. On chyba jest zresztą za mądry, by jeszcze raz próbować.
Występ na mundialu był dla ciebie katastrofą, czy raczej realnie oddawał miejsce polskiej piłki w świecie?
- Przed mundialem byłem wielkim optymistą. Widziałem przegrane mecze, chodzenie po supermarketach, podpisywanie autografów, promocje, sranie po ścianach, ale myślałem, że to gra pozorów. Niestety, po dwóch meczach byliśmy najgorszą drużyną na mistrzostwach, bo nawet Arabia Saudyjska, która dostała 0:8 od Niemców, z Kamerunem coś pograła. Mecz z USA to był niby klasyczny polski mecz o nic, ale chłopaki coś pokazały. Tak moglibyśmy grać, gdyby ciągle ktoś tej drużyny nie rozwalał.
Myślisz, że wykonując hymn przed meczem z Koreą, Edyta Górniak była 12 zawodnikiem gospodarzy?
- Nie bronię Edyty, odwaliła fajansiarski występ, żałośnie to wypadło, zwłaszcza w telewizji. Jednak nie miało to żadnego wpływu na piłkarzy. Koreańczycy byli tak nakręceni przez Hiddinka, że w tej formie nie mieliśmy szans. Oni zresztą zawsze mieli ząb do grania, a ten Holender ich po europejski poukładał. Nie kibicowałem im, bo to granda, jak im pomagali sędziowie. W półfinale po raz pierwszy w życiu musiałem być za Niemcami, a nie lubię tej drużyny jak cholera.
Chciałbyś, żeby sędziowie analizowali kontrowersyjne sytuacje na wideo?
- Pewnie. Wyobrażacie sobie, że jakikolwiek sąd wydaje wyrok, rezygnując z jednego ze sposobów dotarcia do prawdy?
Ale futbol to tylko sport. Być może byłby uboższa, gdyby nie było legendy gola strzelonego "ręką Boga, głową Maradony" na MŚ w 1986 roku albo wiecznych dyskusji, czy piłka po strzale Geoffa Hursta w finale mundialu z 1966 roku przekroczyła linię bramkową...
- Sędzia ma oceniać sprawiedliwie. Nie może nie być odwołania od jego pomyłek, które niweczą często wieloletni ciężki wysiłek zawodników. Wolałbym, żeby było wiadomo, czy Hurst zdobył bramkę. Sądzę zresztą, że jeśli mecz odbywałby się w Niemczech, nie zostałaby uznana. Notabene mam ten mecz na DVD i powiem wam, że piłka chyba jednak przekroczyła linię... Wolałbym nie tylko, by nie uznali boskiej ręki Maradony, ale i boskiej ręki Furtoka, który wepchnął piłkę do siatki San Marino. Nie potępiam oszukujących, symulujących faule piłkarzy, ale uważam, że sędziowie powinni ich karać.
Powiedziałeś kiedyś, że porażka jest wpisana w etos naszej kultury i historii. Lubimy przegranych, zwycięzcy wzbudzają zawiść. Czy stąd bezpardonowe ataki części mediów na Jerzego Dudka, któremu się udało - trafił do Liverpoolu? Niektórzy żądali wręcz wyrzucenia go z reprezentacji, gdy odmówił przyjazdu na nieważny sparing z Belgią...
- Nie lubimy tych, którym się powiodło i dotyczy to nie tylko sportu. Aż dziw, że pojęcie "schadenfreude" wynaleźli Niemcy. Jak się komuś nie uda, chętnie pomożemy, przytulimy, pocieszymy. Jednak jak ktoś odniesie sukces... to zaraz jak w tym dowcipie o krowie. Chłop złapał złotą rybkę i opowiada, jaką to sąsiad ma wspaniałą, mleczną krowę. - Też chcesz taką mieć? - pyta rybka. - Nie. Chcę, żeby jego zdechła.
Dudek trafił do klubu z najwyższej półki, więc nie wspomina się o jego dokonaniach, tylko do znudzenia go się flekuje. Pomysły wyrzucenia go z reprezentacji za to, że nie przyjechał na jakiś badziewiasty mecz, irytują mnie z innego powodu. Sport to tylko rozrywka. Pogląd, że udział w meczach kadry jest obowiązkiem i honorem jest według mnie chory. Bzdura, że piłkarz odmawiający gry w kadrze jest zdrajcą, kojarzy mi się z tym z przypadkiem Buncola, odsądzanego od czci, bo grając w Bundeslidze przyjął niemieckie obywatelstwo. A przecież polskiego wcale się nie zrzekał. W prasie pojawiły się tytuły "Żegnaj, Andrzejku" - żegnaj, bo jesteś zdrajcą, nie chcemy cię tutaj. Mecze reprezentacji są taką samą rozrywką jak liga czy koncerty rockowe. Czy jak dostanę "powołanie" na koncert Eurowizji i nie pojadę, to jestem zdrajcą? A to dlaczego? Jak Bernd Schuster odmawiał gry w reprezentacji Niemiec, bo się nie lubił z Juppem Derwalem, nikt go zdrajcą nie nazywał.
W swej twórczości często ostro krytykujesz rzeczywistość. Nie korciło Cię, żeby opisać wszystkie te sportowe historie w piosence, w sportowej wersji "Czterech pokoi"?
- Nie jestem literatem kształconym, piszę pod wpływem impulsu, chwili, jakoś o sporcie nie przyszło mi do głowy nic pisać. Znajomy z "Naszej Legii" bardzo długo molestował mnie do napisania hymnu dla kibiców na Łazienkowskiej. Odpowiadałem, że to działanie chybione, ponieważ takie śpiewy są wytworem natury ludycznej. Spontaniczne, folklorystyczne. Czasami kibice adaptują dla siebie jakiś utwór, jak np. Róże Europy śpiewały "bo my jesteśmy rock and rollowcami", a na Łazienkowskiej "jesteśmy legionistami". Jednak rzadko przyjmują coś napisanego specjalnie dla nich.
Zresztą w "Czterech pokojach" znalazła się krytyka drużyny Engela, że "piłkarze nie strzelili od kilkuset minut gola", ale tuż potem był mecz z Ukrainą w Kijowie i wyglądało, że będzie dobrze. Niestety, wszystko szybko wróciło do "normy", pierdolnik jest wręcz jeszcze większy, niż był, więc kto wie... Ale jak mówię, piszę pod wpływem impulsu.
| | wyszukiwanie
według źródła
Nie na żywo
Tysiące widzów przez kilka godzin czekało na koncert Kazika Na Żywo, wieńczący tegoroczne juwenalia. Występu nie było -pośrednik zniknął Z wypłatą dla zespołu
To miał być gwóźdź p... [więcej »]
Kazik i studenci zrobieni na szaro. Kto ukradł pieniądze z poznańskich juwenaliów?
Kazik Staszewski nie zagrał w środę w nocy na poznańskiej Malcie, gdyż nie otrzymał pieniędzy od organizatorów – stowarzyszenia studenckiego „Juwenalia”. Pieniądz... [więcej »]
Żywe granie Kazika
Kazik Na Żywo zagra w niedzielę w Olsztynie, w klubie Come In
W wywiadach mówi, że kocha to, co robi, a pisanie tekstów przychodzi mu bardzo łatwo. fĄuzyka jest tym, co go najbard... [więcej »]
Skandal dnia. Kazik odwołał koncert
Kazik Staszewski odwołał zaplanowany na niedzielę wieczór, koncert organizowany przez rzeszowski klub "Akademia". Powodem było wyborcze hasło "Grajmy razem" sponsora koncertu Grzeg... [więcej »]
Muzyka to ich twierdza
W niedzielę o godz. 19 w klubie Come IN wystąpi Kazik Na Żywo. Zespół założył na początku lat 90. Kazik Staszewski, barwna postać polskiego muzycznego światka.
Muzyk tworzy niep... [więcej »]
Kazik będzie na żywo
W niedzielę w Olsztynie zaśpiewa Kazik Staszewski. Pojawi się w klubie muzycznym „Come In” z grupą Kazik na Żywo. Muzycy zagrają najpopularniejsze utwory od początku is... [więcej »]
Kazik nadciąga do Zgorzelca
Nie trzeba raczej nikomu przedstawiać Kazika Staszewskiego. To postać wystarczająco już znana I zadomowiona w polskiej kulturze, nie jest obca nawet dla rockowego laika. Najmocniej... [więcej »]
Kazik Na Żywo
Pod tą nazwą kryje się najostrzejsza kapela stworzona przez Kazika Staszewskiego z Kultu, w której jest on wokalistą i autorem ogromnej większości tekstów. Powstała na wiosnę 1992 ... [więcej »]
Na tropie 100 mln
"Wałęsa oddaj moje 100 milionów!" - zaśpiewał w czasie transmitowanego na żywo koncertu w Sopocie pierwszy polski rapper Kazik Staszewski. Lech Wełęsa powiedział nam w niedzielę, ż... [więcej »]
KAZIK NA ŻYWO
Gra na saksofonie. Śpiewa i pisze teksty. Komponuje i reżyseruje. Kazik Staszewski to gwiazda i nie gwiazda. Nic nie robi, by za gwiazdę być uważanym, a z drugiej strony, jest jedn... [więcej »]
Kazik, Urszula i niespodzianki
Białostockie Otwarcie Sezonu Studenckiego
Dzisiaj w Klubie Studentów Politechniki Białostockiej „Gwint” rozpoczyna się tygodniowy cykl imprez muzycznych i koncertów za... [więcej »]
Kazik, Urszula, Lalamido
BIAŁYSTOK. Zabawy u studentów
Koncerty Kazika, Urszuli, otrzęsiny z Końjem i Skibą, Party Zone, zabawy przy muzyce rockowej i dyskotekowej – to niektóre atrakcje rozpoczynaj... [więcej »]
Czub, rura i pióra
W środę na PPA, w dyscyplinie "śpiewanie Weilla", Kazik Staszewski pokonał przez nokaut występujące przed nim artystki.
Głównym koncertem PPA, biorąc pod uwagę rozmach i milenijn... [więcej »]
Tylko Kazik Rocku
(fragment)
Wczoraj wieczorem w hotelu Forum wręczono nagrody miesięcznika „Tytko rock”. Zdaniem czytelników tego pisma wokalistą roku w Polsce, autorem płyty roku (... [więcej »]
Wiązanka pieśni bojowych – Kazik Na Żywo
Stodoła, Warszawa, 18 kwietnia 1999
Wszystko było tak, jak na wielki koncert promocyjny przystało. Bilety wyprzedane przed koncertem. Tłum fanów przed wejściem. Nerwowe oczekiwani... [więcej »]
Spalaj się!
Mamy już za sobą pierwszy z cyklu koncertów rockowych „Nowego Dziennika”, z których dochód przeznaczony jest na stypendia studenckie. Występy Kazika Na Żywo na Brooklyn... [więcej »]
Twarde lądowanie
Podczas koncertu grupy Kazik Na Żywo w Obornikach Wlkp., jej lider zanurkował ze sceny w tłum, ale mocno spanikowana publika zamiast miękko przyjąć go na swoje ręce rozstąpiła się.... [więcej »]
Z niejasnych przyczyn odwołano koncert „Młodzież Przeciwko Przemocy” - Kazik nie zagrał
Kolejny organizacyjny skandal w Radomiu. Setki, jeśli nie tysiące fanów Kazika i „Republiki” odeszły wczoraj z kwitkiem z „Amfiteatru”, bo planowany od dłuż... [więcej »]
Kazik w Płocku
Już 27 września w płockim klubie Crazy wystąpi zespół Kazik Na Żywo. Dla tych, którzy od 20 lat siedzą w lesie i wysadzają pociągi jadące na wschód, krótka notka uświadamiająca, kt... [więcej »]
Plusów jednak więcej – Telewizyjna Rejestracja. Kazik Na Żywo i Kaliber 44
W sytuacji, gdy w Krakowie nie funkcjonuje żadna agencja koncertowa z prawdziwego zdarzenia, częste imprezy organizowane przez Telewizję Kraków w studiu S-3 są niekiedy najlepszą o... [więcej »]
Kto kupuje pirackie płyty – ten kutas
"Nie mogę wymagać, by chciał mi podać rękę przyjaciel, któremu zajebałem 50 zł z kredensu. Kto kupuje pirackie płyty ten kutas i niech spierdala - po dwakroć, po trzykroć" - pisze ... [więcej »]
JA TU PRYWATNIE CHCIAŁEM SIE ZGŁOSIĆ
Na temat Kazika S., syna Stanisława, urodzonego w Warszawie trzy dekady temu z okładem, a znanego również jako Kazimierz Przymierz, wypisano już przysłowiowe morze atramentu i powi... [więcej »]
RAP OBYWATELSKI
"Sprzedaliśmy swoje piosenki handlarzom i prostytutkom ..."
"Kiedy na socjologii odbywały się zebrania Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, dość często spod podłogi dochodził ... [więcej »]
CZY CZUJESZ SIĘ POLAKIEM ?
Gdyby nie piątkowa ulewa, sala Polskiego Domu Narodowego na Brooklynie pękłaby z pewnością w szwach. Koncert Kazika Na Żywo zgromadził około 600 osób, głownie nowojorczyków. Przyna... [więcej »]
NIE ZAGRALI RAZEM
Kazik nie chciał reklamować kandydata SLD na posła
Kazik jest apolityczny i nie będzie występował na imprezach związanych z kampania wyborczą – poinformował Piotr Wietesk... [więcej »]
JAK LEPPER KAZIKOWI, TAK....
Znowu jest głośno o Kaziku Staszewskim. Tym razem z powodu utworu: „Pier...lę Pera” poświęconemu jak można się domyślić Andrzejowi Lepperowi. Słuchacze w każdym razie ... [więcej »]
GOŁOTA NA ŻYWO
Wydarzeniem kulturalnym bieżącego roku, na co zdaje się wskazywać reakcja prasy brukowej, będzie nagrywana właśnie przez KAZIKA NA ŻYWO piosenka "Gołota". Jak sugeruje tytuł, utwór... [więcej »]
NA ŻYWO, ALE W STODOLE
22 czerwca, Kazik Na Żywo, Kaliber 44, klub Stodoła, ul. Batorego 10, godz. 19.00, bilety 18 zł (w dniu koncertu), 15 zł (w przedsprzedaży).
Kazik Staszewski działa trójtorowo ... [więcej »]
SZANOWNY PANIE KAZIMIERZU
Nauczyciele muzyki zamiast do filharmonii przyprowadzają swoich uczniów na jego koncerty
Przyszli punkowcy i metalowcy, studenci w zadeptanych zamszakach, matki z dziećmi i dzie... [więcej »]
|