Jeśli zamierzasz wykorzystać publicznie jakiekolwiek informacje lub materiały z tej strony - zapytaj o zgodę

Kazik: Jestem niezależnym gadżetem

Mikołaj Lizut

Gazeta Wyborcza 2003 (numer 2003-01-09)


To, kim był dany człowiek za komuny, jest dla mnie wciąż istotną o nim informacją. Ale zdaję sobie sprawę, że młodsi ode mnie mają w d..., że ktoś o coś walczył albo że działał z SZSP - mówi Kazik Staszewski w rozmowie z Mikołajem Lizutem


Mikołaj Lizut: Niedawno zmarł Joe Strummer, lider zespołu The Clash, legenda punk rocka...


Kazik Staszewski: Byłem w studiu, gdy mój menedżer Piotrek Wieteska przysłał mi SMS-a z tą wiadomością. Każda śmierć twórców punk rocka dobitnie uświadamia mi upływ czasu. Najpierw Joey i Dee Dee Ramone [członkowie amerykańskiego zespołu Ramones - red.], teraz Strummer. To znaczy, że już blisko naszej półki zaczynają brać.


Coraz mniej jest rockmanów piszących zaangażowane piosenki. Nie masz czasem poczucia, że niedługo zostaniesz sam na placu boju?


- Trudno mi trochę o tym mówić, bo od dawna nie napisałem nic nowego. Właściwie w ubiegłym roku szkolnym nic nowego nie zrobiłem. Zaordynowałem sobie przerwę - całoroczne wakacje. Wszystko przez to, że w moim domu zaczęło się robić konfliktowo i toksycznie. I to generalnie ja byłem zasadniczym powodem. Można powiedzieć, że byłem twórcą zaangażowanym aż za bardzo, w ogóle nie było mnie w domu. Rodzina miała do mnie pretensje, a ja nie wiedziałem, o co im chodzi. Przecież urabiam sobie ręce, żeby mieli co jeść i godnie żyli, a oni jeszcze marudzą. W końcu któregoś dnia zrozumiałem, że może oni wcale nie chcą, żebym tak sobie urabiał ręce. Pewnie są zadowoleni, że wykonuję pracę, którą kocham, ale może też chcą ze mną pobyć, porozmawiać, móc się przytulić? To było olśnienie. Przez to trochę poleciałem w drugą stronę i przez rok nic nie robiłem. Ale w sumie nam wszystkim dobrze to zrobiło. Teraz mam poważne kłopoty, żeby znowu coś zacząć. Na szczęście z nieba spadła mi propozycja zaśpiewania piosenek Toma Waitsa. Właśnie nagrywam płytę i bardzo się z tego cieszę. Niemniej jednak faktem jest, że już prawie od dwóch lat nie napisałem nowej piosenki. Trudno więc mówić o mnie jako o artyście zaangażowanym. Może to już mój koniec?


Mam nadzieję, że nie. Zwłaszcza że niektóre Twoje teksty powoli się dezaktualizują. Choćby "Cztery pokoje". W tej piosence opisałeś polską scenę polityczną, której jedynymi kryteriami podziału jest stosunek do PRL i Kościoła. Po ostatnich wyborach parlamentarnych wszystko się zmieniło.


- Scena polityczna w Polsce, ale i w całej Europie, jest dla mnie niemalże nierozpoznawalna, jak serek homogenizowany. Nie bardzo wiem, na czym obecnie polega różnica między np. socjaldemokracją a chadecją. W naszym kraju różnica jest tylko taka, że jedni mają przeszłość w aparacie PZPR, a drudzy - w opozycji. Jeśli chodzi o pomysł na państwo, zarówno w sferze ekonomicznej, jak i społecznej, jest podobny - socjalistyczny. Niepokoi mnie brak prawicy w Polsce. Nie ma żadnego ugrupowania, które w pełni szanuje własność i traktuje obywatela jako osobę zdolną do samodzielnego myślenia i działania. Nie podoba mi się pomysł na państwo, w którym wciąż tak wiele - kluczowych czasem - przedsiębiorstw pozostaje w jego rękach. Przy tym nowotwór administracyjno-urzędniczy rozrasta się w sposób przerażający. Parlament tworzy ustawy ingerujące w coraz więcej aspektów życia osobistego - chociażby te nieszczęsne deklaracje majątkowe czy - wcześniej - używanie telefonów komórkowych w aucie albo bardzo restrykcyjna polityka wobec nielegalnych używek. Z drugiej strony nie myśli nawet, w jaki sposób takie prawo miałoby być egzekwowane. Klasyczne prace pozorowane. Dochodzą do tego grabieżcze wobec ogółu obywateli, a bardzo korzystne dla własnego elektoratu manewry najbardziej chyba szkodliwej opcji w parlamencie, jaką jest PSL, czyli te nieszczęsne biopaliwa czy projekt ustawy o posiadaniu ziemi. To wszystko napawa mnie lękiem. Prawda jest taka, że jakość rządów poprzedniej ekipy nie różniła się zbytnio od tego, co robi teraz rząd Millera. Na pewno AWS gorzej się sprzedawała w mediach. Jeszcze do niedawna przewaga SLD polegała na tym, że jego działacze nie prali publicznie swych brudów. Teraz widzę, że i to się kończy.


Opis sceny politycznej z "Czterech pokojów" jest w pewnym sensie wciąż aktualny dla ludzi w moim wieku. To, kim był dany człowiek za komuny, jest dla mnie wciąż istotną o nim informacją. Ale zdaję sobie sprawę, że młodsi ode mnie mają w d..., że ktoś o coś walczył albo że działał z SZSP. Dla nich ten podział jest coraz mniej ważny.


Dla mnie komuna była więzieniem, może o nieco złagodzonym rygorze, ale jednak. Teraz, choć wiele spraw wygląda paskudnie, żyjemy w wolnym kraju. Tej rzeczy nie sposób przecenić, a mimo to tak wielu ludzi sobie z tym nie radzi. Denerwują mnie coraz częstsze sentymenty do PRL, choć potrafię je zrozumieć. Wszyscy byliśmy wtedy młodsi...


Jednak w Tobie też się musiało coś zmienić, skoro w 2001 r. udzieliłeś wywiadu "Trybunie".


- Pewnie tak, to dla mnie jakaś cezura. Było to w czasie rządów AWS, które bardzo mnie rozczarowały. Dostrzegłem, że po latach obie strony są siebie warte, a różnice sentymentalno-historyczne schodzą na dalszy plan. Bo zarówno ekskomuniści, jak i dawna załoga solidarnościowa przystępują do władzy z nadrzędną ideą zabezpieczenia swych interesów. Oni wszystko robią przy pomocy swoich ludzi niezależnie od ich kompetencji, w myśl zasady: "Niech się Staszek sprawdzi w tym biznesie, bo jest swój chłop".


Zadzwonił do mnie dziennikarz "Trybuny" z prośbą o wywiad. Odniosłem wrażenie, że dużo o mnie wie i raczej nie będzie pytał, czy "Tata Kazika" to moja pierwsza płyta, bo i tacy się zdarzają. Pomyślałem, że skoro udzielam wywiadów "Życiu" Wołka, to dlaczego mam nie udzielić "Trybunie"? Nie była to dla mnie oczywista decyzja. Teraz pewnie bym się nie zdecydował rozmawiać z gazetą, której naczelnym jest Marek Barański. Gdy udzielałem wywiadu "Trybunie", jej szefem był Janusz Rolicki, który pomimo poglądów zahaczających o groteskę i tragedię jest moim zdaniem człowiekiem przyzwoitym.


W tym wywiadzie powiedziałeś m.in., że nie podoba Ci się, iż prezydent Kwaśniewski w Twoim imieniu przeprasza za Jedwabne. On tymczasem przeprosił w imieniu własnym i "tych Polaków, których sumienia są poruszone tamtą zbrodnią".


- Muszę się przyznać, że nie przeczytałem, co w Jedwabnem powiedział prezydent. Moja wiedza na ten temat była jeno zasłyszana. Miałem jednak do ciebie żal za twoją reakcję w "Gazecie", choć właściwie powinienem się jej spodziewać. Zabolało mnie, że twój komentarz zabrzmiał tak, jakbym był stałym felietonistą "Trybuny". O Jedwabnem chciałem powiedzieć tyle, że nie neguję, iż ta zbrodnia została dokonana także rękami Polaków. Publiczna dyskusja na ten temat była bardzo ważna. Nie neguję też powagi i dramatu tamtych wydarzeń. Ale nie mam poczucia jakiejkolwiek wspólnoty ze zbrodniarzami z Jedwabnego. Nie zrobiłem tego ani ja, ani mój tato, ani wujek Jurek, a czasy zbiorowej odpowiedzialności odeszły w ponurą przeszłość wraz ze śmiercią wielkiego językoznawcy. Taką przynajmniej mam nadzieję.


Wróćmy do "Czterech pokojów". Nie uwzględniłeś w nich Leppera i LPR.


- Spodziewałem się, że Lepper wejdzie do Sejmu. Sprytnie wykorzystuje tęsknoty za czasami komuny. Poza tym mówi nie tylko do biednych chłopów, którym na przednówku nie styka, ale też do rzeszy małych przedsiębiorców, którzy przez ostatnią dekadę byli pętani przez absurdalne przepisy, obciążenia fiskalne i urzędniczą wszechwładzę.


Ale bardziej antyrynkowej retoryki niż u Leppera nie sposób znaleźć! Przecież on wszedł do Sejmu, protestując przeciw "grabieży majątku narodowego", domagając się wstrzymania prywatyzacji, zwiększenia podatków dla bogatych itp.


- Lepper przecież nie ma żadnego programu. Odniósł sukces, bo mówi ludziom to, co chcą usłyszeć. Często przyglądałem mu się, jak rozmawia z dziennikarzami i politykami w telewizji. Niektóre jego zagrywki są naprawdę dobre. Np. zaczyna swój wywód od słów: "Jak sam pan wie, deficyt budżetowy w państwie może być znacznie większy". W ten sposób zmusza rozmówcę do udowadniania, że czarne nie jest białe. To cyniczny populista. Niby taki radykalny polityczny chuligan, a jedzie i przemawia w Strasburgu. LPR jest znacznie bardziej konsekwentna i szczerze antyrynkowa. Jak Roman Giertych nawija, to odnoszę wrażenie, że swoje teorie ma poukładane. To bez dwóch zdań inteligentny i mądry człowiek. Odstaje od standardowego poziomu tej rozpasanej chamówy, dlatego jest jednym z nielicznych poważnych interlokutorów. Jego negacja integracji europejskiej nie jest tylko odgrywaniem Rejtana, ale jest też podbudowana argumentami, z którymi trzeba normalnie dyskutować.


Nie masz czasem wrażenia, że polski sentymentalny podział na postkomunę i postopozycję stał się nieaktualny w perspektywie integracji z Unią?


- To prawda. To w tej chwili jedyne kryterium, które pozwala tę naszą polityczną magmę jakoś rozróżnić. Nie są to jednak podzbiory równe, bo zdecydowanie przeciw Unii jest tylko Radio Maryja, LPR i czasem Lepper, choć on nie artykułuje tego aż tak dobitnie. To są siły skrajne.


A Ty jesteś za integracją?


- Generalnie z dwojga złego to chyba jednak tak. Ale uważam, że nie jest to krok, który rozwiąże wszystkie problemy. Na początku nie będzie za fajnie. Po prostu nie ma innego wyjścia.


Jeżdżę trochę po świecie i budujący jest dla mnie przykład Hiszpanii. Kiedyś był to kraj biedniejszy od Polski. Opowiadał mi mój wujek z Anglii, że gdy jeździł tam w latach 60., ulice pełne były żebrzących dzieci. Teraz jest to wspaniałe miejsce.


W referendum powiem z ciężkim sercem, ale i z braku realnej alternatywy "tak" i będę namawiał bliskich, żeby zrobili to samo. Wejście do Unii niesie ze sobą też pewne rzeczy negatywne, jak choćby biurokracja, ale pozostanie poza Unią spycha nas w cywilizacyjną zapaść. Akcja, żeby budować w Polsce Tajwan, czyli poświęcić trzy pokolenia, by nasi potomkowie mieli szczęśliwe życie, po prostu nie przejdzie. Jedyne wyjście to wstąpić do Europy.


Generacja dorastających w Polsce w latach 90. nie przemówiła własnym głosem. Wyrosło pokolenie zachłyśnięte konsumpcją, o bardzo materialistycznych marzeniach. Nie masz wrażenia, że Twoja twórczość trafia w próżnię?


- Może tak, ale nie do końca zgadzam się z tezą, że po przełomie 1989 r. młodzi ludzie nie przemówili. Dowodem jest hip hop. Swego czasu pokładałem w tym nurcie ogromne nadzieje. Teraz mam wrażenie, że zarówno ten etos, jak i sama muzyka są bardzo hermetyczne. Z jednej strony powszechność i łatwość środków wyrazu tego gatunku sprawiają, że hip hop może robić każdy - to jeszcze łatwiejsze od punk rocka. Z drugiej właśnie chyba to sprawia, że ten nurt nie miesza się z innymi muzycznymi krwiobiegami, jest zamknięty. To z kolei powoduje totalną uniformizację hip hopu. Dotyczy ona zarówno tego, jak się trzeba ubierać, zachowywać, jak i tego, o czym wolno mówić. Dlatego teraz nie mam zbyt dobrego zdania o tej scenie w Polsce. Niemniej jednak momentami to, o czym mówią hiphopowcy, mnie przeraża, tak jak film "Cześć, Tereska". Wiem po prostu, że to nie jest fikcja.


Być może w latach 90. nie wystąpił klasyczny konflikt pokoleń. Dla mnie jednak ważniejsze jest to, że po przełomie nastąpiła gwałtowna erozja instytucji rodziny. Dorosłych i dzieci pochłonęło dążenie do realizacji marzeń lub po prostu konieczność związania końca z końcem. Dlatego pozrywały się więzi, które w rodzinie są niezwykle ważne. W wielu domach umarła miłość. I chyba dlatego nikt się nie buntował. Nie było po prostu możliwości konfrontowania postaw, bo rodzice i dzieci nie spędzali ze sobą czasu, byli zbyt zajęci. Nawet nie było się z kim skonfliktować.


Chyba ostatnio zaczęło się coś zmieniać. Świadczy o tym choćby pojawienie się takiego zbuntowanego zespołu jak Cool Kids of Death.


- Podoba mi się ten zespół. Mają fajne teksty. Może trochę niedomagają brzmieniowo, ale ogólnie to ciekawe zjawisko. Tylko że ja nie wierzę za bardzo w rebelię sprzedawaną za pomocą wielkich koncernów płytowych. To wszystko pachnie mi podobnym fałszem jak zespół Rage Against The Machine. Pierwsza ich płyta była super, ale jeśli chodzi o głoszoną przez ten zespół rewolucyjną ideologię, były to straszne kocopały, w dodatku nieszczere i sprzedawane w opakowaniu wielkiej, światowej wytwórni. Bawią mnie np. wypowiedzi członków grupy Chumbawumba [angielski zespół popowo-anarchistyczny - red.], którzy po podpisaniu lukratywnego kontraktu mówili, że robią to po to, by upowszechniać idee anarchistyczne wśród większej rzeszy ludzi. Nie wierzę im jak psom. To albo marketingowa ściema, albo totalna głupota. Nie mam również zbytniego zaufania do chłopców, którzy śpiewają o kamieniach i butelkach z benzyną wymierzonych w szeroko pojęty establishment ["Butelki z benzyną i kamienie" to tytuł piosenki zespołu Cool Kids of Death - red.], gdy sami pracują dla którejś z wielkich firm płytowych. A poza tym, czego oni coś do mnie cierpią wiecznie?


Twoje teksty też są ostre i zbuntowane: "Nieustanna opresja życia człowieka wolnego prowadzi do stworzenia niewolnika posłusznego, nagrodą dla którego jest chleb i igrzyska. Aparat systemu humorem tryska". Jest jakaś różnica?


- Kolosalna. Ja nagrywam w SP Records - to mała firma Sławka Pietrzaka. Gdybym się z niej wycofał, przestałaby istnieć. Dlatego moje relacje z nim są zupełnie inne niż większości muzyków z firmą fonograficzną, która w swoim katalogu ma kilka tysięcy tytułów.


Muzycy Cool Kids of Death twierdzą, że kontrakt gwarantuje im niezależność.


- Nie rozśmieszaj mnie. Wiem, jak wygląda standardowa umowa z firmą płytową. Oczywiście nie ma tam mowy o tym, co muzycy mają mówić w wywiadach czy jak się ubierać. Umowa jednak obliguje ich do ściśle określonej działalności artystycznej - czy im się to podoba, czy nie. Nawet jeśli zespół nie ma materiału na płytę, to i tak musi ją nagrać w danym terminie.


Po rozmowach z Kasią Nosowską uświadomiłem sobie, na czym to wszystko polega. Młody człowiek, któremu proponują nagranie płyty, łyka pewne rzeczy z dobrodziejstwem inwentarza, nie zdając sobie sprawy z wielu prawnych niuansów zawartych w kontraktach. Za swoją pierwszą umowę z firmą fonograficzną Kasia płaci do dzisiaj. Nieraz też spotykałem się z sytuacją, że zespół chciał wziąć kogoś na wokal i nie mógł tego zrobić, bo dana dziewczyna jest ubezwłasnowolniona przez swoją umowę. Zespoły są zobligowane na przykład ponosić całość kosztów nagrania oraz promocji i dopiero po spłaceniu tego długu zaczynają zarabiać. Efekt jest taki, że ktoś sprzedaje kilkadziesiąt tysięcy płyt i jest na minusie. Aby spłacić dług, musi nagrać kolejną płytę, czy chce, czy nie chce, i tak dookoła Wojtek. A związany jest takim g... na dziesięć albo i więcej lat.


Z tego, co mówisz, wynika, że w Polsce mało jest artystów wolnych.


- To prawda. Jeśli chodzi o muzykę, to nie tylko w Polsce. Na Zachodzie jest tak samo. To okropne, ale z drugiej strony warto zawsze pytać o motywacje artysty. Dla jednych wartością nadrzędną jest tworzenie w nieskrępowanej wolności, inni po prostu chcą być popularni i gotowi są nawet wystąpić w programie "Idol". Nie twierdzę wcale, że to coś gorszego. To coś innego.


Basista Cool Kids of Death Kuba Wandachowicz opublikował niedawno w "Gazecie" tekst "Generacja Nic", który wywołał ogromną dyskusję. Opisał w nim lata 90. jako dekadę, która pogrzebała kulturę, zepchnęła młodych, zdolnych ludzi na margines, czyniąc z nich niewolników "wszechwładnego klienta". Zgadzasz się z tą diagnozą?


- Mnie też denerwuje fakt, że polski rynek pracy zmusza twórców do schlebiania niskim gustom, bo sama praca już jest błogosławieństwem. Tej sytuacji nie wykreował jednak wolny rynek, tylko jego zanik. Gdyby koszty pracy nie były tak wielkie, gdyby były niższe podatki, wybór tego, jakim gustom służysz, byłby większy. Ten kraj jest toczony przez nowotwór administracyjno-urzędniczy i dlatego musisz się płaszczyć przed klientem kretynem.


Jest jednak dużo wartościowych rzeczy. Bardzo fajne są przedstawienia Grzegorza Jarzyny (co prawda, do "Szczątków..." wziął sobie, nie pytając, naszą z Mazzollem muzykę, ale poinformował mnie potem o tym w tak miły sposób, żem nie miał sumienia się czepiać), ciekawie się aktywizuje Arkadiusz Jakubik. W ogóle Rozmaitości stały się bardzo fajnym teatrem. Stasiuk jest wiecznie wielki, ciekawy Tomasz Piątek, książka Maksa Cegielskiego o Indiach, felietonistyka Rafała Ziemkiewicza wspaniała i bardzo bliska moim przemyśleniom. Na Masłowskiej ugrzązłem na jakiejś 20. stronie, nie dało mi się tego czytać. W muzyce TPN25, Ztvörki, Spec, wcześniej Zacier (któren swój czas bezapelacyjnie wyprzedził), Kobas Laxa, Kaliber 44, ostatnio Peja czujnie zaczął i bujająco rymować, Radoskór, ciągle Hey i Kasia Nosowska solo, Maleńczuk we wszystkich odsłonach. W kinematografii syf był długo, lecz teraz jest "Tereska", "Tam i z powrotem" i przede wszystkim "Edi" i "Dzień świra" - wydaje mi się, że ku lepszemu idzie.


Gdy rozmawiam z młodymi ludźmi przez internet, jestem pełen podziwu dla ich optymizmu. W sumie nie mają się z czego cieszyć, bo nie ma dla nich roboty i nie mają tak dobrych perspektyw jak na początku lat 90. Jest w nich wciąż dużo radości i pozytywnej energii. Nie dostrzegam jakichś znamion buntu.


Jednak na Zachodzie młodzież się buntuje. Choćby antyglobaliści.


- Słusznie zauważyłeś, że na Zachodzie. Na te wszystkie antyszczyty nie zjeżdżają raczej antyglobaliści z państw biednych. Przyznaję, że nie za bardzo wiem, o co dokładnie im chodzi. W mediach ten ruch jest przedstawiany dość karykaturalnie. Jakby dla "systemu korporacji", któremu - tak na marginesie - jeszcze daleko do "ostatecznego krachu", nie było alternatywy poza debilami demolującymi ulice. W centrach kongresowych są mężowie stanu z jakimiś ideami, a z drugiej strony rozpasana hołota, której się poprzewracało we łbach od marihuany i diety bezmięsnej. W takiej antynomii nie da się sensownie rozmawiać o globalizacji i zagrożeniach z nią związanych. Podkreślam, że mówię teraz o obrazie tego ruchu w mediach.


Przecież PRL-owska prasa tak samo pisała o festiwalu w Jarocinie w latach 80.!


- Ale jaka to była prasa? Poza tym mechanizm był podobny. Powstało tam wiele wartościowych rzeczy, dla nas było to święto, ludzie czuli się tam jak w oazie wolności. Władza sprytnie kanalizowała ten zbiorowy entuzjazm, a oficjalne media pokazywały chuligaństwo.


Nie chcę wartościować ruchu antyglobalistycznego, bo za mało o nim wiem. W każdym razie tworzenie ponadnarodowych koncernów, przynajmniej na początku, nie musi być złe. Później, kiedy jednak prowadzi do monopolizacji, nie jest to korzystne zjawisko.


Mówisz niemal jak młody lewak.


- Jeśli chodzi o diagnozowanie pewnych rzeczy, to trudno mi się wyprzeć skłonności lewicowych. Natomiast nie jestem entuzjastą wielu lewicowych rozwiązań. Co oni właściwie proponują w zamian? To lewacki bełkot. Łatwo jest negować. Każdy głupi potrafi sporządzić katalog rzeczy, które mu się nie podobają, i wzywać do ich zburzenia. Warto jednak pytać o pozytywne rozwiązania, bo to wymaga intelektualnego wysiłku.


A Ty znasz pozytywne recepty?


- Wydaje mi się, że wiem mniej więcej, jak powinno być poukładane państwo, w którym chciałbym żyć. Ale wprowadzanie tego w życie mnie nie interesuje, bo szkoda mi czasu. Poza tym to chyba nie jest przyjemne. Polityka często oznacza obracanie się w środowisku kretynów i złodziei. A życie nasze krótkim jest, toteż chcę je spędzić przyjemnie i w wartościowym towarzystwie.


Miałeś kiedyś taką pokusę?


- Szczerze mówiąc, przemknęło mi to kiedyś przez myśl. Szybko ją jednak porzuciłem.


Byłaby to niebezpieczna kolaboracja z Babilonem.


- Wiesz, już chyba wyrosłem z opisywania świata za pomocą tego słowa. Babilon tworzą ludzie, to nie jest żaden samodzielny byt. Choć z Babilonu nie da się uciec, bo wszyscy w nim żyjemy, da się żyć w miarę porządnie. Idea "palenia Babilonu" nie jest dla mnie na tyle atrakcyjna, żebym chciał poświęcić dla niej życie.


W Twojej piosence "Ostateczny krach systemu korporacji" widać ogromną intuicję. Niedługo po ukazaniu się tej płyty Europą wstrząsnęła fala antyglobalistycznych zadym.


- Ten tytuł to właściwie żart, a nie intuicja. Wokół tego numeru narosło sporo nieporozumień. Kiedyś przeczytałem wywiad z Jello Biafrą, dawnym liderem punkowego zespołu Dead Kennedys. W swoich wypowiedziach miał bardzo starannie opracowaną dialektykę negatywną, mówił, co jest złe, co trzeba obalić, zniszczyć i podpalić. Na końcu zapytano go: "Co lubisz robić w wolnym czasie?". A on: "Najbardziej lubię wizualizować sobie ostateczny krach systemu korporacji". Była to dla mnie tak zabawnie egzaltowana wypowiedź, że powstała z tego piosenka i tytuł płyty. Można powiedzieć, że to jest utwór o tym, jak powinni relaksować się artyści zaangażowani. (śmiech)


11 września to jakby koszmarna realizacja tego typu wizualizacji.


- Gdy płonęły wieże WTC, byłem w domu, ale tydzień wcześniej stałem z rodziną na dachu jednej z nich. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak to przeżyłem.


Jesteś zafascynowany Ameryką?


- Różnie. Byłem tam kilkanaście razy. Na początku podobało mi, że jest to kraj, w którym wszystko, co nie jest zabronione, jest dozwolone. A jeśli coś już jest zakazane, to nie wolno tego naprawdę. Później zacząłem zauważać różne dziwactwa. Np. kiedyś będąc w Virginia Beach, przeczytałem w przewodniku, że miejscowe prawo zakazuje poruszania się samochodem po danej ulicy częściej niż raz na trzy godziny - chodzi o to, by zmniejszyć nasilenie ruchu. Pytałem więc znajomych, jak niby jest to egzekwowane. No więc w ogóle nie jest. Po prostu jest takie prawo, więc ludzie nie jeżdżą częściej niż raz na trzy godziny. To budujące, bo prawo jest tam po to, żeby go przestrzegać, a nie żeby je łamać, jak w Polsce.


Jednak po 11 września w imię pojęcia-wytrychu, jakim jest bezpieczeństwo państwa, ludzie dają sobie odbierać coraz to szersze obszary swojej indywidualnej wolności. We wszystkich gmachach użyteczności publicznej jest tam stan wojenny. Różnica między Stanami w 2002 r. a polskim rokiem 1981 jest taka, że ludność w pełni ten stan popiera. 74 proc. respondentów w USA popiera możliwość podsłuchiwania prywatnych rozmów telefonicznych, bo "uczciwi ludzie nie mają nic do ukrycia". Przez to wszystko Ameryka w tej chwili nie jest dla mnie krajem wolnym. Ktoś może twierdzić, że na tym polega różnica w definiowaniu wolności między Europą a Ameryką. Ja jestem z Europy. Nie mam jednak antyamerykańskich fobii, które są dość powszechne w wielu miejscach świata. Bierze się to, jak sądzę, z ogromnych przepaści w podziale dóbr na świecie oraz z dostępności informacji o tym, jak żyją bogaci. To musi frustrować, a synonimem bogatego, światowego żandarma jest wujek Sam.


Twoje piosenki są często bardzo oceniające, dużo w nich kategorycznych sądów. Chyba przez to Twoi fani mają wobec Ciebie bardzo wysokie wymagania moralne?


- Pewnie tak, choć myślę, że inne osoby publiczne też się z tym stykają. Czasem to ciężkie brzemię. Mam kumpla lekarza, który przez wiele lat pracował w Ińsku - małym, ślicznym miasteczku na Pojezierzu Szczecińskim. Jego żona jest dentystką, więc oboje szefowali miejskiemu ośrodkowi zdrowia. Było tam pięknie: bajkowe, idylliczne zacisze, ale postanowili wrócić na rodzinny Śląsk. Pytałem dlaczego. "To jest dla mnie za trudne życie - on na to - wszyscy mnie tam znali, musiałem być do dyspozycji 24 godziny na dobę. Nie mogłem nawet upić się w barze i trochę narozrabiać, bo ludzie straciliby do mnie szacunek".


Ze mną trochę też jest tak. Jestem lekarzem nie tylko w Ińsku, ale w całej Polsce. Kiedyś było to dla mnie bardziej uciążliwe. Teraz staram się tłumaczyć sobie i wszystkim wkoło, że jestem ułomny, grzeszny, jak każdy człowiek.


Chyba z siedem lat temu napisałem list otwarty w sprawie piractwa. Reakcje są do dziś. Ostatnio dostałem list sugerujący, iż jestem złodziejem, bo na kasecie "Melasa" znalazły się dwie inne piosenki niż na płycie, więc zmuszam mojego odbiorcę do kupowania jednego i drugiego. Prawda jest jednak taka, że szkoda było mi je wyrzucić, a wszystko nie chciało się pomieścić. Ludzie zapominają po prostu, że sztuka jest jednak rozrywką, choć czasem wysublimowaną, i traktują to wszystko zbyt serio.


Tu powraca kwestia odpowiedzialności za słowo. Często krytykujesz polityków. Różnica między Wami jest taka, że polityk - przynajmniej teoretycznie - ponosi odpowiedzialność za to, co robi. Ryzykuje stanowisko, a Ciebie nie można odwołać. Słucha Cię mnóstwo ludzi i możesz im mówić, co Ci się podoba. Najwyżej później zaśpiewasz: "Maciek, ja tylko żartowałem".


- Mam poczucie odpowiedzialności za swojego słuchacza, choć jednocześnie wiem, jak ważna jest wolność w sztuce. To, o czym mówię w piosenkach, jest szczere. Jest tam moje subiektywne poczucie słuszności. Natomiast są tematy, do których w ogóle się nie zabieram. Mam dość specyficzne poglądy w sprawie narkotyków. Uważam, że dużo gorsze jest penalizowanie tego procederu, bo nie likwiduje zjawiska, ale sprawia, że zajmują się tym bandyci. Poza tym rozróżnienie, co jest narkotykiem, a co nie, jest nieuzasadnione. Z pewnością narkotykami są legalne w tym kraju alkohol i nikotyna. Nie podoba mi się koncepcja, wedle której urzędnik jest mądrzejszy od obywatela i mówi mu, czym może się legalnie truć, a czym nie. Jednak już nigdy nie napiszę o tym piosenki, bo ktoś mógłby ją odczytać jako zachętę do brania narkotyków.


W swoich tekstach nie tykam już Papieża. Za młodu, w okresie silnej indoktrynacji przez świadków Jehowy, popełniłem utwory na ten temat. Teraz wiem, jak wielki jest to w Polsce autorytet, i nie mam zamiaru obrażać niczyich uczuć.


Kto teraz słucha Kazika?


- Młodzież. (śmiech) Moja publiczność wciąż młodnieje. Mógłbym być ojcem większości moich słuchaczy. To ludzie w wieku moich synów.


Nie deprymuje Cię to?


- Raczej nie. Czuję się przez to młodziej.


A masz z nimi w ogóle o czym rozmawiać?


- To zależy z kim. To, czy czas spędzony z daną osobą uważasz za stracony, nie zależy od wieku. Zarówno wśród starych, jak i młodych są głąby i ludzie inteligentni, którzy dają ci dobrą energię.


Jesteś dla nich wujkiem?


- Nie dają mi tego odczuć. Ci ludzie są bardzo oddani, inteligentni i w jakiś sposób rekompensują mi te momenty w życiu, kiedy zaczynam się zastanawiać, czy w mojej działalności nie jestem już śmieszny. Na koncertach musi to wyglądać żałośnie: grubawy, podstarzały rockman rozdaje autografy piszczącym dzieciom. Moje internetowe forum i ludzie tam obecni sprawiają, że czuję się potrzebny, widzę, że to, co robię, ma sens.


Ale w piosence "Forum internetowe" zdrowo im przyłożyłeś.


- Ta piosenka jest właściwie streszczeniem najczęstszych wątków z internetowych dyskusji. Nie ma przecież w tym nic złego, że ludzi ciekawi, czy mam np. normalny dom, w którym jem obiady, bo to jakoś nie pasuje do powszechnego wizerunku rockmana, albo czy zarabiam dużo kasy. Mnie nieco irytuje powtarzalność tych rozmów.


Jedną z głównych powtarzających się co jakiś czas dyskusji, którą prowadzę z internautami, jest to, czy się sprzedałem, czy jestem komercyjny i niezależny. Ja ciągle twierdzę, że i taki, i taki. Obie te sprawy nie stoją ze sobą w sprzeczności. Jestem towarem, gadżetem, który wśród różnych innych rzeczy stoi na półce młodego człowieka. Ale jednocześnie ten gadżet jest niezależny.


 
wyszukiwanie
Pokaż artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ zawierające następujące słowo:


według źródła
Zobacz artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ z następujących źródeł:
Alej jaja (1)
B1 (1)
Bizz (1)
BRAVO (1)
Brum (18)
Bstok.pl (1)
Cogito (2)
Dziennik Bałtycki (5)
Dziennik Wschodni (1)
Express Wieczorny (2)
Fakt (1)
forum KKK (1)
Gazeta - Dziennik Polonii w Kanadzie (1)
Gazeta Braniewska (1)
Gazeta Krakowska (1)
Gazeta Łódzka (1)
Gazeta Na Pomorzu (1)
Gazeta Olsztyńska (3)
Gazeta Poznańska (1)
Gazeta Wyborcza (21)
Gazeta Wyborcza (Częstochowa) (1)
Gazeta Wyborcza (Kraków) (1)
Gazeta Wyborcza (Olsztyn) (1)
Gazeta Wyborcza (Poznań) (1)
Gazeta Wyborcza (Szczecin) (1)
Gazeta Wyborcza (Wrocław) (2)
Gazeta Wyborcza - Dolnośląska (1)
Gazeta Wyborcza Sport (1)
Gentleman (1)
Gitara i Bas (1)
Głos Szczeciński (1)
Halo (1)
Halsky Entertainment ;) (1)
Ilustrowany Kurier Terenowy (2)
Impuls (1)
in vitro (1)
Insider (1)
Klan (1)
Kulisy (3)
Kurier (1)
Kurier Lubelski (1)
Kurier Polski (1)
Kurier Poranny (2)
Kurier Tygodnik Południowo-Zachodni (1)
Machina (18)
Metropol (2)
Muza (3)
Nasza Legia (2)
Non Stop (4)
Nowe Państwo (1)
Nowości (1)
Nowy Dziennik (6)
Nowy Dziennik N.Y. (1)
Nuta.pl (5)
Obserwacje (2)
Onet.pl (2)
ORGAN (1)
Ozon (1)
PC World Computer Special (2)
Playboy (1)
PolEcho (1)
Polityka (1)
PRACA PROSEMINARYJNA - WSTĘPNA (1)
Przegląd Sportowy (1)
Przegląd Świętokrzyski (1)
Przekrój (2)
Radio Bis (1)
Reset (1)
Rock Szok (1)
Rzeczpospolita (7)
Słowo Ludu (1)
Słowo Polskie (2)
Super Express (15)
Super Express – Pilot Olsztyński (1)
Super Express - Pilot Olsztyński (2)
Sztandar (1)
Sztandar Młodych (2)
Śruba (1)
taz Hamburg (1)
Temi (2)
Teraz Rock (6)
The Warsaw Voice (1)
trojmiasto.pl (1)
TU (1)
TV Pilot (1)
Twój Styl (1)
Tygodnik Nowosądecki (2)
Tylko Rock (52)
Ultraszmata (3)
Voice (1)
Wprost (2)
www.nuta.pl (1)
www.racjonalista.pl (1)
www.YoYo.pl (1)
Wysokie Obcasy (2)
XL (9)
Zwierciadło (2)
Życie (6)
Życie na Gorąco (1)
Życie Warszawy (2)


Nie na żywo
Tysiące widzów przez kilka godzin czekało na koncert Kazika Na Żywo, wieńczący tegoroczne juwenalia. Występu nie było -pośrednik zniknął Z wypłatą dla zespołu To miał być gwóźdź p... [więcej »]


Kazik i studenci zrobieni na szaro. Kto ukradł pieniądze z poznańskich juwenaliów?
Kazik Staszewski nie zagrał w środę w nocy na poznańskiej Malcie, gdyż nie otrzymał pieniędzy od organizatorów – stowarzyszenia studenckiego „Juwenalia”. Pieniądz... [więcej »]


Żywe granie Kazika
Kazik Na Żywo zagra w niedzielę w Olsztynie, w klubie Come In W wywiadach mówi, że kocha to, co robi, a pisanie tekstów przychodzi mu bardzo łatwo. fĄuzyka jest tym, co go najbard... [więcej »]


Skandal dnia. Kazik odwołał koncert
Kazik Staszewski odwołał zaplanowany na niedzielę wieczór, koncert organizowany przez rzeszowski klub "Akademia". Powodem było wyborcze hasło "Grajmy razem" sponsora koncertu Grzeg... [więcej »]


Muzyka to ich twierdza
W niedzielę o godz. 19 w klubie Come IN wystąpi Kazik Na Żywo. Zespół założył na początku lat 90. Kazik Staszewski, barwna postać polskiego muzycznego światka. Muzyk tworzy niep... [więcej »]


Kazik będzie na żywo
W niedzielę w Olsztynie zaśpiewa Kazik Staszewski. Pojawi się w klubie muzycznym „Come In” z grupą Kazik na Żywo. Muzycy zagrają najpopularniejsze utwory od początku is... [więcej »]


Kazik nadciąga do Zgorzelca
Nie trzeba raczej nikomu przedstawiać Kazika Staszewskiego. To postać wystarczająco już znana I zadomowiona w polskiej kulturze, nie jest obca nawet dla rockowego laika. Najmocniej... [więcej »]


Kazik Na Żywo
Pod tą nazwą kryje się najostrzejsza kapela stworzona przez Kazika Staszewskiego z Kultu, w której jest on wokalistą i autorem ogromnej większości tekstów. Powstała na wiosnę 1992 ... [więcej »]


Na tropie 100 mln
"Wałęsa oddaj moje 100 milionów!" - zaśpiewał w czasie transmitowanego na żywo koncertu w Sopocie pierwszy polski rapper Kazik Staszewski. Lech Wełęsa powiedział nam w niedzielę, ż... [więcej »]


KAZIK NA ŻYWO
Gra na saksofonie. Śpiewa i pisze teksty. Komponuje i reżyseruje. Kazik Staszewski to gwiazda i nie gwiazda. Nic nie robi, by za gwiazdę być uważanym, a z drugiej strony, jest jedn... [więcej »]


Kazik, Urszula i niespodzianki
Białostockie Otwarcie Sezonu Studenckiego Dzisiaj w Klubie Studentów Politechniki Białostockiej „Gwint” rozpoczyna się tygodniowy cykl imprez muzycznych i koncertów za... [więcej »]


Kazik, Urszula, Lalamido
BIAŁYSTOK. Zabawy u studentów Koncerty Kazika, Urszuli, otrzęsiny z Końjem i Skibą, Party Zone, zabawy przy muzyce rockowej i dyskotekowej – to niektóre atrakcje rozpoczynaj... [więcej »]


Czub, rura i pióra
W środę na PPA, w dyscyplinie "śpiewanie Weilla", Kazik Staszewski pokonał przez nokaut występujące przed nim artystki. Głównym koncertem PPA, biorąc pod uwagę rozmach i milenijn... [więcej »]


Tylko Kazik Rocku
(fragment) Wczoraj wieczorem w hotelu Forum wręczono nagrody miesięcznika „Tytko rock”. Zdaniem czytelników tego pisma wokalistą roku w Polsce, autorem płyty roku (... [więcej »]


Wiązanka pieśni bojowych – Kazik Na Żywo
Stodoła, Warszawa, 18 kwietnia 1999 Wszystko było tak, jak na wielki koncert promocyjny przystało. Bilety wyprzedane przed koncertem. Tłum fanów przed wejściem. Nerwowe oczekiwani... [więcej »]


Spalaj się!
Mamy już za sobą pierwszy z cyklu koncertów rockowych „Nowego Dziennika”, z których dochód przeznaczony jest na stypendia studenckie. Występy Kazika Na Żywo na Brooklyn... [więcej »]


Twarde lądowanie
Podczas koncertu grupy Kazik Na Żywo w Obornikach Wlkp., jej lider zanurkował ze sceny w tłum, ale mocno spanikowana publika zamiast miękko przyjąć go na swoje ręce rozstąpiła się.... [więcej »]


Z niejasnych przyczyn odwołano koncert „Młodzież Przeciwko Przemocy” - Kazik nie zagrał
Kolejny organizacyjny skandal w Radomiu. Setki, jeśli nie tysiące fanów Kazika i „Republiki” odeszły wczoraj z kwitkiem z „Amfiteatru”, bo planowany od dłuż... [więcej »]


Kazik w Płocku
Już 27 września w płockim klubie Crazy wystąpi zespół Kazik Na Żywo. Dla tych, którzy od 20 lat siedzą w lesie i wysadzają pociągi jadące na wschód, krótka notka uświadamiająca, kt... [więcej »]


Plusów jednak więcej – Telewizyjna Rejestracja. Kazik Na Żywo i Kaliber 44
W sytuacji, gdy w Krakowie nie funkcjonuje żadna agencja koncertowa z prawdziwego zdarzenia, częste imprezy organizowane przez Telewizję Kraków w studiu S-3 są niekiedy najlepszą o... [więcej »]


Daję się ponieść emocjom
- Nie ujawniałem fascynacji zmaganiami na boisku czy ringu, aż w końcu dorosłem i stwierdziłem, że nie można sie kryć z naturalnymi upodobaniami. Może nawet przegiąłem w drugą stro... [więcej »]


Kto kupuje pirackie płyty – ten kutas
"Nie mogę wymagać, by chciał mi podać rękę przyjaciel, któremu zajebałem 50 zł z kredensu. Kto kupuje pirackie płyty ten kutas i niech spierdala - po dwakroć, po trzykroć" - pisze ... [więcej »]


JA TU PRYWATNIE CHCIAŁEM SIE ZGŁOSIĆ
Na temat Kazika S., syna Stanisława, urodzonego w Warszawie trzy dekady temu z okładem, a znanego również jako Kazimierz Przymierz, wypisano już przysłowiowe morze atramentu i powi... [więcej »]


RAP OBYWATELSKI
"Sprzedaliśmy swoje piosenki handlarzom i prostytutkom ..." "Kiedy na socjologii odbywały się zebrania Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, dość często spod podłogi dochodził ... [więcej »]


CZY CZUJESZ SIĘ POLAKIEM ?
Gdyby nie piątkowa ulewa, sala Polskiego Domu Narodowego na Brooklynie pękłaby z pewnością w szwach. Koncert Kazika Na Żywo zgromadził około 600 osób, głownie nowojorczyków. Przyna... [więcej »]


NIE ZAGRALI RAZEM
Kazik nie chciał reklamować kandydata SLD na posła Kazik jest apolityczny i nie będzie występował na imprezach związanych z kampania wyborczą – poinformował Piotr Wietesk... [więcej »]


JAK LEPPER KAZIKOWI, TAK....
Znowu jest głośno o Kaziku Staszewskim. Tym razem z powodu utworu: „Pier...lę Pera” poświęconemu jak można się domyślić Andrzejowi Lepperowi. Słuchacze w każdym razie ... [więcej »]


GOŁOTA NA ŻYWO
Wydarzeniem kulturalnym bieżącego roku, na co zdaje się wskazywać reakcja prasy brukowej, będzie nagrywana właśnie przez KAZIKA NA ŻYWO piosenka "Gołota". Jak sugeruje tytuł, utwór... [więcej »]


NA ŻYWO, ALE W STODOLE
22 czerwca, Kazik Na Żywo, Kaliber 44, klub Stodoła, ul. Batorego 10, godz. 19.00, bilety 18 zł (w dniu koncertu), 15 zł (w przedsprzedaży). Kazik Staszewski działa trójtorowo ... [więcej »]


SZANOWNY PANIE KAZIMIERZU
Nauczyciele muzyki zamiast do filharmonii przyprowadzają swoich uczniów na jego koncerty Przyszli punkowcy i metalowcy, studenci w zadeptanych zamszakach, matki z dziećmi i dzie... [więcej »]




komentarze i recenzje


dodaj komentarz lub recenzję

Twoje imię lub pseudonim:



Twój adres e-mail:



  

Treść komentarza lub recenzji:

  zapamiętaj imię lub pseudonim oraz e-mail